Pokazywanie postów oznaczonych etykietą makaron. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą makaron. Pokaż wszystkie posty

środa, 2 marca 2016

spaghetti z pieczarkami, śmietanką i cytryną

Gdy w pracy powiedziałam co planuję na kolację, wszyscy zdawali się zdziwieni. Pieczarka i cytryna? O, tak! Właśnie tak! ze śmietanką do tego. Jeśli to połączenie zdaje się zaskakujące, proponuję spróbować. Nie jadam pieczarek na surowo, choć i takich znam smakoszy, dlatego czekam, aż ładnie zmiękną na patelni, zanim dodam cytrynę. Danie syci, pozostawiając nas mimo wszystko świeżymi, jak po biegu po porannej rosie ;) niech ta wiosna już nadejdzie, bo mam wiosenne zapędy. Chcę już dojrzeć pierwszych pączków na krzaczkach malin. Krzaczkach, to dużo powiedziane... ale na tych ledwo co jesienią wkopanych badylkach. Oby się u nas zadomowiły. Wtedy pomyślę o kolonijnym makaronie ze śmietaną i malinami... a póki mamy luty, to pieczarka. O!!! :)

Zachęcam, danie wymaga raptem kilku składników, przygotowuje się tyle, co trwa ugotowanie makaronu. Oczywiście można dodać cebulę, czosnek, ulubione zioła, jednak u nas danie w wersji minimalistycznej. A jakie to było smaczne... mmmmm...

składniki dla 2 osób

- pół paczki makaronu spaghetti,
- 250g pieczarek,
- około 30ml śmietanki 18%,
- 1 cytryna, w sumie pół wystarczy,
- sól i ŚWIEŻO zmielony pieprz





Makaron gotujemy w osolonej wodzie. W międzyczasie na rozgrzanej oliwie  podsmażamy pieczarki pokrojone w plasterki. Nie rumienimy ich zbyt mocno. Dodajemy śmietankę, sól i pieprz. Pod koniec dodajemy sok z mniej więcej połowy cytryny. Wrzucamy odcedzony, nie przelany zimną wodą makaron, zachowując około łyżki wody od gotowania, która ładnie wykończy nam całość. 

Smacznego. Pa.

piątek, 21 marca 2014

makaron rigatoni z chorizo i kalamatami w pomidorach

Ogromnie cieszą mnie wszelkie kulinarne upominki przywożone z podróży. Tak było i w przypadku tradycyjnego hiszpańskiego chorizo, które dostałam od znajomego. Dziękuję. Mimo, że większym fanem tej wyraźnej w smaku kiełbasy jest Marcinku, muszę przyznać, że i ja zjadłam je ze smakiem. Nieduże, intensywnie pachnące, zaskoczyły mnie konsystencją. Były bardziej miękkie niż te, które zdarza mi się kupić w Polsce, w naszych sklepach. Ich miękkość właśnie mnie urzekła. Część zjedliśmy 'po prostu', resztę postanowiłam wykorzystać w paście z pomidorami, dodając same intensywne składniki. Efekt? Jak dla nas wspaniały, polecam. Kompozycja smaków i aromatów obok której nie da się przejść obojętnie. I chorizo, i oliwki kalamata, (to te o których tak namiętnie czasem piszę, moje ulubione), czosnek, ser Grana Padano, a wszystko to w mięsistych pomidorach, które niebywale przejmują smak wędzonej papryki ukrytej w kiełbasie. A pomidory? Z puszki. Na nasze polskie czekam z utęsknieniem, z resztą pewnie nie tylko ja :)


składniki

- makaron rigatoni, żłobiony, lub inny w krótkiej formie,
- puszka pomidorów, 
- mała cebula,
- 2 ząbki czosnku,
- kiełbasa chorizo, mnie 2 krótkie, (zależy od upodobań, im więcej tym intensywniejsze danie uzyskamy),
- pół słoika oliwek kalamata (uwaga, zwykle zawierają pestki),
- garść świeżo, drobno otartego Grana Padano,
- łyżka oleju rzepakowego
- sól (u mnie ani szczypty, sprawdźcie sami), pieprz




Makaron gotujemy zgodnie z instrukcją na opakowaniu, by był jędrny, al dente, jak kto woli ;). Na patelni o wyższych ściankach rozgrzewamy olej, szklimy pokrojoną drobno cebulę. Dodajemy pokrojone w plastry chorizo i na małym ogniu pozwalamy, by kiełbasa uwolniła piękny rudy tłuszcz. Nie rumienimy, by nie była zbyt twarde. Teraz dodajemy przeciśnięty przez praskę czosnek. Zalewamy pomidorami i dusimy około 15 minut by smak kiełbasy przeszedł przez cały sos. Gdy sos będzie już w pełni paprykowy, dodajemy kalamaty oraz garść otartego świeżo sera, mieszamy. Sprawdzamy czy w ogóle potrzebujemy soli, dodajemy szczyptę pieprzu, mieszamy z ugotowanym makaronem, podajemy z dodatkową ilością Grana Padano.

Smacznego. Pa.

wtorek, 7 maja 2013

pasta z krewetkami w paprykowym pesto

Wiem, że krewetki nie wszyscy lubią, tak samo jak nie wszyscy lubią disco polo czy gwarę góralską. Wiem też, że nawet jeśli w tym przepisie pominiemy jak to mój małżowinek mówi 'stwory', będziemy zachwyceni, bo tak na prawdę tu chodzi o to pesto. Z dużej ilości chili które lekko przestraszona pozbawiłam wszystkich pesteczek zrobiłam na prawdę godną polecenia pastę, która zniknęła tak szybko, jak się pojawiła. Zrobienie jej to kwestia piętnastu minut, a pasuje do mięs z grilla, kanapki z żółtym serem i do makaronów jako główny składnik. No i wcale, ale to wcale nie jest piekielnie ostra, jedynie przyjemnie grzeje podniebienie. Piszę to, jako osoba średnio znosząca mega ostre dania. Dodam też, że pokocha ją każdy wielbiciel pasty Ajvar. Krewety dodałam, by nie było wielkiego larum, że zero białka, że zero protein i że 'najlepiej to w ogóle karm mnie trawą'. I co się okazuje, wystarczy dodać niewielką ilość 'stworów' i już mężczyzna lamentujący zamienia się w mężczyznę szczęśliwego. Zajadaliśmy pod gołym niebem, wreszcie można wyjść na kolację z czterech ścian. To piękne, więc wiosno trwaj!!!

paprykowe pesto

- 1 średnia cebula,
- 2 ząbki czosnku,
- 12 strąków czerwonego chili,
- 1 duża czerwona, słodka papryka,
- 1 łyżka białego octu winnego,
- 1 łyżeczka cukru,
- 1 łyżeczka soli,
- niewielka ilość pieprzu do smaku
- oliwa z oliwek

Papryczki pozbawiamy pestek, i kroimy wraz ze słodką papryką w drobną kostkę. Cebulę również. Na oliwie szklimy składniki, i przyprawiamy. Zostawiamy na malutkim ogniu około 10 minut. Wszystko przekładamy do blendera i miksujemy, dodając w połowie miksowania ocet i cukier. Przekładamy do słoiczka i cieszymy się smakiem gdy tylko przyjdzie nam ochota.


pasta z krewetkami

- makaron spaghetti (użyłam pół paczki),
- paczka krewetek tygrysich ( u mnie 200g),
- oliwa aromatyzowana czosnkiem i bazylią, (lub zwykła, wiadomo...),
- 1 mała cebula,
- 3 łyżki paprykowego pesto,
- sól i pieprz,
- świeża bazylia

Na oliwie szklimy pokrojoną drobno cebulkę, następnie dodajemy pesto i przesmażamy. Dodajemy krewetki i czekamy aż białko się zetnie. Nie należy dusić ich w sosie za długo, bo będą twarde i suche. Wkrawamy bazylię, przyprawiamy solą i pieprzem, mieszamy z odcedzonym makaronem (dobrze, by zostało troszkę wody od gotowania, bo ładnie zagęści sos).

Smacznego. Pa.

środa, 3 kwietnia 2013

aglio olio z chili i pomidorkami

Już nie wiem jak odpowiadać na pytania o samopoczucie. Bo ile można marudzić, że spóźnia mi się wiosna? Z resztą nie tylko mi, spóźnia się wszystkim bez wyjątku, więc moje biadolenie mogłoby dotyczyć także zawartości azotu w powietrzu. Bez-sen-su. Napiszę więc, że czuję się dobrze, choć czuję się jak balonik z helem, z przyczepionym ciężarkiem do ogonka. I co prawda kolor mnie jako balonika już trochę blady z braku słońca, ale dzielnie maluję na nim kropki, by robiły za pozytywny uśmiech.

Podobno makaron poprawia nasze samopoczucie więc postanowiłam przygotować spaghetti. Troszku mi się chorowało a i portfel powoli jest podejrzany o anoreksję, przepis jest więc prosty i możliwy do wykonania z bazowych produktów. Do klasycznego dania z czosnkiem i oliwą dodałam chili by zafundować sobie dodatkowego kopa oraz pomidorki, by likopen, choć w niewielkiej ilości, to jednak na mnie podziałał. Niech działa, może zmarszczka na mózgu odpowiedzialna za przedwiosenne biadolenie zniknie? Zachęcam do gotowania z tych prostych składników, w końcu bez szafranowej pianki i musu truflowego też jest miło. Pozdrawiam. I przyznaję. To nie ja schowałam wiosnę. To nie ja!!!

składniki

- makaron spaghetti (gotowałam tylko dla siebie, wiązka makaronu która mieści się w oczku kciuka i palca wskazującego gdy pokazujemy, że coś jest 'prima' wystarczy)
- 3 ząbki czosnku,
- 1/4 suszonej chili lub pół płaskiej łyżeczki płatków chili,
- około 10 pomidorków cherry,
- garść natki pietruszki,
- oliwa z oliwek,
- sól i świeżo zmielony pieprz

Makaron gotujemy al dente, nie mam pojęcia ile minut, po prostu wyciągam po jednej nitce i sprawdzam. Gdy makaron będzie już prawie gotowy na oliwie szklimy chili, dodajemy czosnek w plasterkach i pomidory, najlepiej całe, które lekko rozgnieciemy w trakcie smażenia. Odlewamy makaron, dodajemy do reszty składników na patelni, dorzucamy natkę, odrobinę soli (makaron już jest słony), oraz pieprz. Zdejmujemy z ognia, energicznie mieszamy i podajemy.


Tu jeszcze zdjęcie z czasu, gdy śnieg cieszył. Na dzień dzisiejszy przestał... dupa dupa dupa

Smacznego. Pa.

sobota, 10 listopada 2012

炒面 z kurczakiem i boczniakami

Uczę się każdego dnia, w kuchni zwłaszcza. Przepisu na chow mein szukałam na wielu szanowanych blogach, w kilku książkach w których akurat był. Obejrzałam też Jamiego w ministry of food, kilka innych video no i nie umiałam znaleźć żadnego identycznego przepisu. 'O co tu chodzi' zastanawiałam się i nagle bęc! Malwina mnie oświeciła. Chow mein, albo jak kto woli  炒面, dosłownie oznacza smażony makaron. Koniec i kropka! Na próżno szukałam wspólnego mianownika, skoro można go podać z tym co a) mamy w lodówce i nadaje się do dania kuchni chińskiej, b) na co mamy ochotę i już. Mój makaron przygotowałam jak zwykle w przypadku ekspresowego gotowania, z drobiem, a także boczniakami które mam nadzieję podniosą moją kiepską ostatnio odporność. Pewnie musiałabym zjeść ich kilka kilogramów by poczuć różnicę, jednak miło mieć nadzieję, że to co jemy faktycznie poprawia stan naszego organizmu.

Zostawiam Was z przepisem, który modyfikujcie jak tylko zechcecie, w końcu chow mein to smażony makaron - mniejsza o to z czym. Sama zabiorę się za parzenie białego maku na rogale na jutro. Nasz Marcinku nie spodziewa się domowych rogali, a gęsiny już tym bardziej...

składniki

- pierś kurczaka,
- pół czerwonej papryki,
- pół pomarańczowej papryki,
- dymka,
- ząbek czosnku,
- kiełki fasoli mung,
- 200g boczniaków ostrygowatych,
- ulubione noodle - użyłam makaronu mie

a także

- jasny sos sojowy, 2 łyżki
- ocet ryżowy, 1 łyżka,
- olej sezamowy, 2 łyżki,
- brązowy cukier, pół łyżeczki,
- mąka kukurydziana, 1 łyżeczka
- tarty imbir,1 łyżeczka

Kurczaka myjemy, oczyszczamy z błonek, kroimy w cienkie paski. Mieszamy sos, olej, ocet, imbir, przeciśmięty czosnek, cukier, mąkę i troszkę wody. W uzyskanej marynacie moczymy kurczaka. W międzyczasie kroimy warzywa, rwiemy boczniaki. Mięso smażymy na mocno rozgrzanym oleju sezamowym, gdy się zarumieni, ściągamy z patelni. Dolewamy troszkę oleju i smażymy krótko papryki, dorzucamy grzyby. Skręcamy ogień, by grzyby nie smażyły się na mocnym ogniu, jedynie zmiękły. Na końcu dorzucamy dymkę, kiełki i kurczaka. Mieszamy z noodlami przygotowanymi według przepisu na opakowaniu, Dolewamy marynatę w której był kurczak. Chwilkę gotujemy, by sos zgęstniał, jednak nie za długo by warzywa nie były miękkie. 

Smacznego. Pa.

wtorek, 6 listopada 2012

uśmiechnięta sałatka z brokułami

Ta sałatka brokułowa jest najsmaczniejsza w pracy, jedzona z lanczowego pudełka, popijana oczywiście rooibos. To według mnie. Jedyne na co trzeba zwrócić uwagę, to na to, by nie przeoczyć momentu w którym brokuły są już miękkie, jednak nadal żywo zielone i jędrne. Jeśli mam zamiar zabrać ją do pracy, pomijam jednak w przepisie czosnek, dla dobra swojego i pacjentów, choć czasem zastanawiam się czy oni mają podobne dylematy. Niektórzy wybierają się do mnie chyba natarci czosnkiem od stóp do głów, no ale nie wiadomo czym na starość nacierać się będę ja...  Może jak oni będę dziwną zwichrowaną babcią, ufiksowaną na baaaardzo naukową gazetę Fakt, bojącą się o wnuczki, które w tak młodym wieku sięgają po Tablety, albo zbierają grzyby zaraz po KUKUshimie... Oj mówię Wam, czasem możnaby książki pisać o wesołych przypadkach i oby z takimi tylko trzeba było pracować. 





Życzę Wam i sobie dużo uśmiechu teraz i na starość, obyśmy mieli się z czego śmiać i do kogo uśmiechać! 



składniki

- główka brokułowa,
- puszka kukurydzy,
- 1 czerwona cebula,
- ząbek czosnku,
- makaron (do sałatek uwielbiam kolanka)
- majonez i jogurt 1:1,
- szczypta kurkumy,
- sól, pieprz

Makaron gotujemy w osolonym wrzątku ze szczyptą kurkumy. Brokuły dzielimy na różyczki, gotujemy by tylko zmiękł. Makaron mieszamy z kukurydzą, drobno pokrojoną cebulą i majonezem-jogurtem. Przyprawiamy, dopiero na końcu delikatnie mieszamy z brokułami. 

Smacznego. Pa.

poniedziałek, 29 października 2012

zielone pesto z orzechami włoskimi

Dzień makaronu już za nami, no i cóż, jak zwykle publikuję posta z poślizgiem. Ostatnio tyle się dzieje, a doba mimo przesunięcia zegarka nadal ma 24h (odkrywcze, nie ma co...) Może dawka włoskich orzechów doda mi troszkę mądrości, bo jak kiedyś sądzono ich kształt tak podobny do mózgu oznacza, że są one niebywale znaczące dla ośrodkowego układu nerwowego. Idąc tym tropem, myślę sobie dziś, że moje pesto dobrze robi na marzenia o zielonej łące. Bo ją przypomina. Rzecz jasna mądre, rozsądne marzenia, skoro orzech włoski występuje w przepisie...

Wracając na ziemię, orzechy dodałam, bo nie kupię w najbliższym czasie zbyt drogich pinioli. Poza tym orzechy pochodzą z drzewa na naszym ogrodzie, razem z Tatą i Marcinku zbieraliśmy w ostatnich promieniach wrześniowego słońca. Jeśli lubicie wariacje na temat pesto i próbujecie miksować wszelkie zieleniny na przemian z różnej maści orzechami, to pesto musi zagościć w Waszej kuchni. Orzech włoski wspaniale się sprawdza, dodając potrawie charakterku swoją gorzkawą skórką. Polecam. 


Pesto przygotowałam oskubując sporą roślinkę. 
Po zalaniu niewielką ilością oliwy, pesto wspaniale przechowuje się w lodówce do kolejnego razu, 
gdy najdzie nas ochota na makaronową ucztę.

składniki

- bazylia, u mnie cała roślinka z doniczki o średnicy dużego talerza obiadowego,
- 5 ząbków czosnku,
- oliwa z oliwek, najlepsza jaką mamy w domu,
- około 15 orzechów włoskich,
- parmezan (pominęłam)

wszystkie składniki (orzechy rzecz jasna bez łupin...) wsadziłam do zamykanego, niedużego blendera (dziękuję światu za takie wynalazki...) i muksuję na gładką masę. dolewam stopniowo oliwy z oliwek, uważając, by pesto nie zrobiło sięzbyt rzadkie. Przekładam do słoiczka, przykrywam półcentymetrową warstwą oliwy. Chowam do lodówki. Mieszam ze świeżo ugotowanym makaronem gdy tylko najdzie mnie ochota.

Smacznego. Pa.

piątek, 12 października 2012

kolorowe penne z chilli oraz ' Tsugumi ' Y. Banany

Idealny. Rozgrzewający, choć nie za mocno, makaron. Dziś rano pierwszy raz nasz taras pokrywał śnieżnobiały szron. Oj czuję, że już chłodna jesień idzie. Już czas na ciepłe szale otulające szyję. Oby było nam ciepło i oby do wiosny. Rozgrzewać powinny nas teraz nie tylko dania, grzejmy się sami. Z naszymi ukochanymi psami, kotami, osobami i książkami. Mój pies się nie tuli, jest wariatem. Na koty mam uczulenie, o bliskich i przytulaniu do nich nie będę tu pisać, więc opiszę Wam cieplutką książkę. Autorkę przedstawiłam już raz, opisując jej wspaniałą 'kuchnię'. Także teraz, równie mocno urzekło mnie jej pióro. Banana ma w swoim stylu coś takiego, co sprawia, że widzę ją jako zwiewną, eteryczną i bladą dziewczynę z niedowagą, idącą przez życie w puentach, nie raniąc przy tym ani trochę swych stópek. 'Tsugumi' opowiada o życiu młodych Japonek, życiu będącym pięknym, mimo, że niesprawiedliwym. Maria będąca narratorką książki jest najbliższą osobą nieswornej Tsugumi. Ta z kolei jest piękną, energiczną dziewczyną, którą ogranicza jej chorowite i wątłe ciałko. Mimo złotego serca często bywa przykra dla swoich najbliższych, choć kto wie, może bywałaby taka sama będąc zdrową? Banana pięknie opisuje przyjaźń młodego pokolenia, miłość w kilku odsłonach a także to jak mimo włąsnych ograniczeń, silni bywają chorzy ludzie. Wakacje spędzone w Japonii nad pięknym, ciemnogranatowym morzem -  razem z bohaterami 'Tsugumi', pozwolą Wam poszerzyć horyzonty własnej wrażliwości. Liczę, że czytając tą książkę, wybierając bliskie sobie tematy w niej zawarte, ułożycie tą barwną historię w piękną całość, którą zapamiętacie jak ja, na długo. 




składniki

- porcja makaronu penne,
- 1 mała cukinia,
- 1 nieduży bakłażan,
- 2 mocno dojrzałe pomidory,
- ząbek czosnku,
- chili w płatkach,
- czerwona cebula,
- kilka plastrów ulubionej gotowanej szynki (wersja V bez wędliny),
- olej rzepakowy do smażenia,
- ulubione zioła, ja wybrałam suszoną i świeżą bazylię,
- sól, pieprz, szczypta cukru

Makaron gotujemy wg instrukcji na opakowaniu. Marzywa kroimy w plasterki i piórka. Szynkę w kostkę. Podsmażamy ją na oleju, dodajemy cebulę, późnej czosnek i niewielką ilość płatków chilli. Wtedy już możemy dorzucić bakłażana i cukinię. Gdy warzywa zmiękną, dodajemy sparzone, pokrojone pomidory. Gotujemy około 10 minut, dorzucamy bazylię, przyprawiamy. Mieszamy z penne, dekorujemy bazylią, ewentualnie trzemy trawdy, żółty ser.

Smacznego. Pa.

sobota, 22 września 2012

spaghetti z kurczakiem w paprykach i lektura na weekend

Patrząc na to danie, w jego ostatecznej formie, moim  pierwszym skojarzeniem był stir fry i wschodnie dania z noodlami. Ale to tylko pozory. Tak samo, jak pozornie bohaterka książki jest szczęśliwa. Danie niby wschodnie, niby europejskie ma na celu odzwierciedlenie tego, co dzieje się w jej głowie. Danie nie jest niczym wschodnim, łączy raczej smaki typowo europejskie, jest delikatne, lekko podbite wędzoną papryką i śmietanką. Łagodne, kremowe, idealne na obiad w leniwą sobotę pod kocykiem. Pod kocykiem także, na dwa podejścia przeczytałam miłą książkę Amelie Nothomb - Ani z widzenia, ani ze słyszenia. Autorka której niezbyt obszerne utwory uwielbiam, i tym razem ukazała mi to, co kocham najbardziej. Życie w Japonii, w której było nie było, w końcu się urodziła. Wie o czym pisze. Co lepsza, pisze jako europejka, (z pochodzenia jest Belgijką), dziwi się w typowy 'biały' sposób niektórym azjatyckim zachowaniom. Ani z widzenia, ani ze słyszenia jest ukazaniem znajomości dwójki młodych ludzi, Rinriego i Amelii. Obydwoje zafascynowani swoimi odmiennymi kulturami próbują stworzyć wspólny, łączący najlepsze cechy swych kultur związek, co jednak nie wychodzi im tak jakby tego oczekiwali. A raczej nie wychodzi to Amelii, która jest rozczarowana tym, co oferuje jej chłopak. Wtedy troszkę się na nią wściekam, bo Japończyk niemalże nieba jej uchyla. I cóż? Uczę się rozumieć innych, tego że co zdawałoby się uszczęśliwiać co drugą polską Anię niekoniecznie uszczęśliwi belgijską Amelię. Tego, że powieść niby romantyczna zawsze może zamienić się w powieść o pragnieniu powiększania własnej przestrzeni życiowej, no i wreszcie tego, żeby nikogo nie oceniać. Polecam zarówno książkę jak i samą autorkę, która pisze na prawdę niezwykle, na co dowodem są nagrody których sporo już zebrała.



składniki

- podwójna pierś kurczaka,
- żółta, pomarańczowa i czerwona papryka,
- szklanka mrożonego groszku,
- makaron spaghetti,
- łyżka mąki pszennej,
- 2 łyżki śmietanki 18%,
- sól, pieprz,
- szczypta cukru,
- pół łyżeczki proszkowanej wędzonej papryki,
- olej rzepakowy lub słonecznikowy

Kurczaka kroimy w niewielką kostkę, oprószamy solą, pieprzem, mąką i obsmażamy na złocisty kolor. Zdejmujemy z patelni, wrzucając pokrojone w cienkie paseczki papryki. Smażymy na małym ogniu, czekając aż zmiękną. Dorzucamy mięso, groszek wcześniej zanurzony w gorącej wodzie. Śmietankę (około 3 łyżki) mieszamy z 2 łyżkami wody od gotowania makaronu i wędzoną papryką. Dolewamy mieszankę do warzyw i mięsa, mieszamy aż zgęstnieje. Dorzucamy gorący makaron, energicznie mieszamy i podajemy.

Proste, prawda?
danie bierze udział w akcji literatury na talerzu, 
organizowanej przez Maggie :)
 już zapomniałam jak to jest akcjować wspólnie....
Smacznego. Pa.



sobota, 12 maja 2012

tagliatelle z łososiem i szpinakiem

Na dodatek w lekkim jogurtowym sosie, z czosnkiem i gałką. Uwielbiam, gdy ma sporo świeżo zmielonego pieprzu, jego kremowy i delikatny sos dostaje wtedy  niesamowitego kopa. Kiedyś, dawno, jedliśmy podobny w knajpie w Londonie, ale mocno śmietanowy. Pycha, ale ciężko było. Moja wersja jest lekka jak obłoczek, minimalnie tylko zagęszczona mąką, ale i tej pewnie można by uniknąć. Świeży szpinak pomaleńku jest dostępny w całorocznej sprzedaży, więc cieszymy się tym daniem jak tylko w Selgrosie zaopatrzymy się w przepyszne kąski wędzonego łososia. Są o sto razy lepsze niż 'brzuszki', które są totalnie tłuste i kapiące. Są fuj i już. Albo ja jeszcze nie znalazłam dobrego dla nich zastosowania. Jeśli ktoś zapytałby o moje wymarzone danie na randkę (no może nie tą pierwszą, bo czosnek może dać się we znaki gdyż jest tylko blanszowany we wrzątku ze szpinakiem ...) albo na kolację we dwoje, ta pasta znalazłaby się w pierwszej piątce.

składniki

- 500g młodego szpinaku 'baby'
- 300g wędzonego łososia,
- 1/2 cebuli,
- 1 ząbek czosnku,
- makaron wstążki,
- duży jogurt grecki,
- szklanka mleka,
- sól, pieprz, gałka muszkatołowa

Makaron gotujemy wg wskazówek na opakowaniu. Szklimy drobno pokrojoną cebulkę. Opłukany szpinak zalewamy wrzątkiem z czajnika, dodajemy pół szklanki mleka, pokrojony w plastereczki czosnek i sól. Jogurt mieszamy z pozostałym mlekiem i łyżeczką mąki. Zalewamy miękką cebulkę, dodajemy osączony szpinak i rozdrobionego łososia. Mieszamy, zdejmujemy z ognia i dodajemy gorący, odcedzony (nie zahartowany) makaron. 

Smacznego. Pa.

piątek, 11 maja 2012

brokułowy makaron z kaparami i anchois

Wieczory sam na sam są przemiłe. Maseczka na buzi, kobiece nutki w głośnikach, czasem ulubiona rooibos i słodki leń, innym razem książka kucharska i szaleństwa w fartuszku w mojej ukochanej kuchni. Gdy te wszystkie składniki jakimś trafem się połączą, w moich garnuszkach powstają dania o istnie magicznych właściwościach. Łagodzą nerwy, przywracają uśmiechy, sprawiają, że czas choć na moment zwalnia bieg.

Magiczne już w pełni są dania z przewagą koloru zielonego. Nie wiem czy w poprzednim wcieleniu byłam świnką morską czy kozą, czy po prostu chlorofil ma tak zbawienne działanie na moją duszę, ale to na prawdę się sprawdza. Poza tym kto jak kto, ale Jamie nie może się mylić. On po prostu wie. Jeśli jeszcze nie przeglądaliście jego książek, polecam. Moim zdaniem, tak jak w niektórych publikacjach wyłapujemy co trzeci, czwarty przepis, w książkach Olivera doskonały jest każdy, ale to każdy przepis. Ten też. Jamie serwuje makaron wraz z sałatką z cukinii i mozzarelli, oraz inną z szynki i melona.Cudowne, wiosenne lekkie połączenie. Obiecuję sobie, że kiedyś podam cały 30 minutowy zestaw. Na razie na obietnicach się kończy. I też jest ok :)


przepis pochodzi z książki '30 minut w kuchni'



składniki

- 125g parmezanu,
- 1 duży brokuł,
- 200g fioletowych brokułów odmiany sprouting (no tu to Jamie popłynął...),
- 1 puszka anchois w oliwie,
- 1 czutaba łyżka kaparów,
- 1 mała suszona papryczka chili (u mnie w płatkach, niewielka ilość, około 1/2 łyżeczki),
- 2 ząbki czosnku,
- kilka gałązek świeżego tymianku (u mnie dopiero rośnie, więc dodałam suszony),
- 500g makaronu (jamie użył orecchiette)

Odkrój skórkę parmezanu, i odłóż na później. Zetrzyj parmezan i przesyp do miski. Odkrój wszystkie różyczki brokułu z łodygi. Załóż do malaksera zwykły nóż. Przekrój łodygę, włóż do malaksera, dodaj anchois z oliwą oraz kapary. Dodaj pokruszoną chili. Dorzuć 3 obrane ząbki czosnku i pulsacyjnie zmiksuj wszystko na pastę.Napełnij duży garnek wrzątkiem i postaw na ogniu.

Wlej 3 łyżki oliwy na patelnię, przełóż pastę i wymieszaj. Dodaj tymianek. Dolej niecałą szklankę wody i wrzuć skórkę parmezanu. Wymieszaj, zmniejsz ogień i mieszaj od czasu do czasu. Napełnij czajnik do połowy i zagotuj wodę.

Wrzuć makaron do wrzątku, posól i gotuj zgodnie z instrukcją. Po kilku minutach zamieszaj i dodaj różyczki brokułów.

Odcedź makaron, zachowując część gotującej wody. Przełóż na patelnię z pastą brokułową. Wyjmij skórkę parmezanu. Dodaj garść tego tartego i troszkę wody z gotowania makaronu.Wymieszaj starannie aż wszystko będzie luźne i błyszczące. Dopraw do smaku, podaj posypując świeżo tartym parmezanem. Skrop oliwą i posyp listkami bazylii.

Smacznego. Pa.

wtorek, 6 marca 2012

pietruszkowe pesto

Idealna propozycja dla zabieganych, oszczędnych, no i przede wszystkich chcących zostać w domu. To ostatnie z uwagi na sporą ilość czosnku. Dla mnie zbawienne jak 1000mg witaminy c rozpuszczone w szklance wody. Pietruszka zawiera jej bardzo dużo, a czosnek wiadomo - doskonale nas uodparnia. Pierwszy raz jadłam coś podobnego u dobrej koleżanki z poprzednich studiów. Zrobiłyśmy sobie trzy osobowy 'Sex at the city'. Marta, Kama i ja. Niby te same ale o wiele bogatsze o życiowe doświadczenia. Mimo wszystko jednak nadal równie szalone, przez co czułam, jakby czas cofnął się o kilka lat. Rozmawiałyśmy o związkach, piłyśmy wino, jadłyśmy rozpieszczające smakami dania i wspominałyśmy stare dobre czasy na akustyce. Trzy dziewczyny w nieco odmiennych sytuacjach, z trzech różnych stron Polski, fundujące sobie darmową terapię śmiechem i łzami. Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś uda nam się zorganizować takie spotkanie .
Marta podała makaron z czosnkiem i pietruszką razem z piersią kurczaka na szpinaku. Wspaniałe danie, smakowało cudnie, a oczekiwanie podczas którego zapachy nęciły nasze nosy, zdawało się nie mieć końca. Musiałam coś podobnego przygotować w domu. A że siedzę sama w domu, wyszło cudowne wege danie. Tanie pesto.

składniki

- pęczek pietruszki,
- 2 ząbki czosnku,
- oliwa z oliwek extra virgin,
- sól, pieprz,
- pestki dyni,
- makaron spaghetti lub linguini



Makaron gotujemy w osolonym wrzątku. Pietruszkę albo miksujemy w robocie, albo miażdżymy w moździerzu razem z solą. Na rozgrzaną oliwę wrzucamy przeciśnięty przez praskę czosnek, po 2 minutach dodajemy pietruszkę, pieprz i dusimy kilka minut, po czym dodajemy odcedzony makaron. Energicznie mieszamy, przed podaniem posypujemy pestkami dyni.

Smacznego. Pa.

sobota, 4 lutego 2012

pastitsio

Po ostatnim ziemniaku z sosem tzatziki apetyt na grecką kuchnię mnie nie opuszcza. Dostałam w prezencie od kuzynów greckie migdały, z których niedługo skomponuję jakieś aromatyczne łakocie. Pamiętam też, gdy kiedyś prezentem kulinarnym przywiezionym z Grecji była.... cebula - zabawne, ale jak ona smakowała... jestem fanką czerwonej cebuli za jej słodycz, jednak tamta smakowała o niebo lepiej niż dostępne u nas gatunki.

Przepis na tradycyjne greckie zapiekanki znajdziecie w książce z serii Kulinarne Podróże, wydanej przez Rzeczpospolitą. Moja wersja jest lekko odchudzona, bo próbowałam troszkę uszczuplić beszamel, jednak jak widać na zdjęciu efekt jest średni. Albo nawet bardzo średni, dlatego podaję przepis zgodnie z książką. Zajadam i marzę o wakacjach, pocieszając się faktem, że biało niebieskie domki są tzw. chwytem marketingowym, a Ateny są słabiej rozwinięte od naszych wielkich miast. Opowieści o braku chodników i wszędobylskich śmieciach lekko poprawiła mój humor, jednak nadal chcę do lata. Expressem!

Jeżeli planujecie podać pastitsio na kolację dla gości,
proponuję przygotować ja wcześniej, później odgrzać i dopiero kroić.
W innym wypadku będzie wyglądać właśnie tak...


składniki

- 250g makaronu,
- 2 lekko ubite jajka,
- 3/4 szklanki tartego parmezanu,
- 2 łyżki pokruszonego pieczywa,

- 2 łyzki oliwy,
- 2 posiekane cebule,
- 750g wołowiny (u mnie wieprzowina, akurat miałam...)
- 1 puszka pomidorów,
- 1/3 szklanki przecieru pomidorowego,
- 1/2 szklanki wody,
- 1/4 szklanki białego wina,
- 1 kostka bulionu wołowego (pominęłam oczywiście....)
- 1/2 łyżeczki mielonego cynamonu (dodałam znacznie więcej)
- 1 lekko ubite jajko,

- 90g masła,
1/2 szklanki mąki pszennej,
- 3 1/2 szklanki mleka,
- 1 szklanka tartego parmezanu,
- 2 żółtka

Rozgrzej piekarnik do 180 stopni. Nasmaruj płytki naczynie żaroodporne, Przygotuj sos mięsny. Ugotuj al dente makaron, odcedź i ułóż w formie wymieszany z serem i jajami. Dociśnij makaron, pokryj warstwą sosu mięsnego. Następnie pokryj warstwą sosu serowego. Posyp kruszonym pieczywem. Piecz w piekarniku około godzinę. Przed podaniem lekko przestudź.

Smacznego. Pa.



środa, 28 grudnia 2011

lokszen kugel i kuchnia żydowska


Szalom! Kuchnia żydowska? Tak. Szczególnie, że wiele dań mocno przylgnęło do naszych polskich tradycji. Te wszystkie kawiory z warzyw, zapiekane makarony, mace, bajgle i chałki . Powiecie, że super, ale ciężkie i tłuste? Pewnie będziecie mieć rację, ale czy nasza kuchnia - ta tradycyjna, staropolska nie jest równie tłusta i ciężka? Jest. Ale cóż, skoro można ją z powodzeniem modyfikować, uszczuplać i nie zagęszczać, nie zaklepywać, i nie zasmażać. Dlatego zmieńmy nasze stereotypowe podejście do kuchni żydowskiej i cieszmy się jej smakami, bo są po prostu jedyne. Ani lepsze ani gorsze od dań kuchni śródziemnomorskich czy wschodnich, ale po prostu inne. Gotując ten i poprzedni kugel, czułam troszkę obaw, bo poruszam się narazie w tych smakach po omacku, jednak z tą książką...


...oswojenie się z tajnikami jest łatwe i przychodzi tak naturalnie, jakby cała ta wielka księga była tylko o pomidorówce (o której z pewnością możnaby i osiem takich książek napisać). Najwspanialesze w tych przepisach jest to, jak je napisano. Wszystko w trzeciej osobie, chwilami pociesznie, można się uśmiechnąć. Cytuję dokładnie cały przepis, by pokazać Wam jak bardzo warto ją mieć. Polecam.

' Balbina najpierw zalewa ciepłą wodą rodzynki i odstawia do namoczenia. Potem gotuje makaron na półtwardo i hartuje go zimną wodą. Jabłka ściera na tarce, a śliwki drobno sieka.

Oddziela żółtka od białek. Z żółtek i czterech łyżek cukru kręci kogel-mogel. Gdy cukier się rozpuści, a krem zrobi puszysty, stopniowo dodaje zmielony albo drobno pokruszony biały ser, mleko i połowę roztopionego masła, cały czas mieszając.

Dodaje makaron, jabłka, rodzynki, śliwki i starannie wszystko to miesza. Białka ubija na pianę i delikatnie miesza z jajeczno makaronową masą. Przekłada masę do wysmarowanego tłuszczem naczynia, posypuje resztą cukru i cynamonem i polewa resztą masła.

Wstawia do średnio nagrzanego piekarnika (160-170 stopni) i piecze około 45 minut, aż wierzch zrobi się złotobrązowy.'

I cóż? Spodobało się Wam? Jeśli tak, podaję listę produktów. Zapewniam, że to danie wspaniale sprawdzi się na podwieczorek lub słodką kolację. Mnie zachwyciło.

składniki

- 450-500g makaronu,
- 250g białego twarogu,
- 3 jajka,
- 6 łyżek cukru,
- 1 szklanka mleka,
- 5 łyżek roztopionego masła,
- 1 łyżeczka cynamonu,
- 100g rodzynek,
- 6 suszonych śliwek bez pestek,
- 5 winnych jabłek,
- tłuszcz do wysmarowania naczynia

Po lekturze całej tej obszernej książki wiem, że dania z jej stron często będą gościć w naszym domu. Dziękuję wydawnictwu Rebis za wspaniałą, wyjątkową książkę.

Szalom, smacznego. Pa.

poniedziałek, 19 grudnia 2011

spaghetti bolognese po mojemu

To danie bardzo często gotowała moja Mama, gdy razem z bratem byliśmy jeszcze uczniami/studentami. Teraz on jest ojcem, tatą, tatusiem. Ja... no powiedzmy, nadal jestem studentką, choć już nie tą samą. Bo przedtem nie miałam problemów z NFZ, nie sądziłam że założę rodzinę - choćby dwuosobową, ale tyle starcza na status rodziny, prawda? Wracając, spaghetti po bolońsku kojarzy mi się z późnymi obiadokolacjami i posiłkami jedzonymi w samotności. Ale to wcale nie znaczy, że kojarzy mi się na smutno! Bo z drugiej strony budzi wspomnienia z zakupów we włoskich alimentari. Suszone pomidory, mieszanka ziół z pomidorami i czosneczkiem, kupowane w sklepach pachnących wielką suszoną.... nogą :D O, albo kolejne wspomnienie, po wizycie w bibliotece uniwersyteckiej, szczególnie zimą, bolońskie jedzone w poznańskim Picollo. Zbyt zaklepane mąką, totalnie bez warzyw, na tanim koncentracie, ale jedyne, (może przez to że jedzone plastikiem i podczas siedzenia w oknie które mijało mnóstwo różnorodnych twarzy). Oczywiście wersji jest masa. U Mamy zazwyczaj z indyka. Kiedyś ze spaghetti, teraz niezmiennie z penne, bo dzieciaki mniej brudzą siebie, obrus, ściany... nie ,no ścian nie brudzą. Moja wersja raz z selerem raz bez, za to zawsze z marchewką. A dla współlokatora bez parmezanu znaczy tyle co totalnie bez sensu. Najzabawniejsze jest to, że jemy je zupełnie odwrotnie. On z masą sosu, ja z jego małą ilością, taką, by ledwie maznął makaron.

składniki

- 400g mięsa mielonego wieprzowego lub z indyka),
- krojone pomidory (zaprawiane lub z puszki),
- 2 łodygi selera naciowego (opcjonalnie),
- średnia marchewka,
- 1 cebula,
- 2 ząbki czosnku,
- 3 suszone pomidory,
- po łyżeczce suszonych ziół - bazylii, oregano, tymianku,
- makaron spaghetti z mąki durum, (choć powinien być co najmniej tagliatelle)
- kilka kropli sosu Worcester,
- sól i świeżo mielony pieprz,
- tarty parmezan

Mięso mielone doprawiamy do smaku i odstawiamy. Na kilku kroplach oleju roślinnego podsmażamy cebulę pokrojoną w kostkę. Po 4 minutach dodajemy czosnek i mięso. Smażymy do lekkiego zrumienienia, dodajemy pokrojoną w kostkę marchewką i ewentualnie seler. Smażymy nadal, do momentu gdy marchewka będzie lekko miękka. Dolewamy pomidory, solimy pozwalamy gotować się około 20 minut. Na koniec dodajemy zioła i świeżo mielony pieprz. Mieszamy z makaronem ugotowanym wg przepisu na opakowaniu. Posypujemy parmezanem i podajemy.

Smacznego. Pa.

środa, 12 października 2011

jesienna sałatka we włoskim stylu


Apetyt na sałatki mam zawsze i to się nie zmienia. Zmienia się tylko to z jakich składników je przygotowuję. Delikatne, lekkie na bazie lisktów odeszły wraz z ciepłą aurą, teraz pora na te treściwe, z makaronem, kaszą i wędlinami. Moja makaronowa sałatka serwowana na ciepło wspaniale sprawdza się w roli głównego dania, a na zimno często pojawia się na stole podczas kolacji z włoskim charakterem.



Jako dodatkowy składnik dodaję kolejny odcinek Przyjaźni od kuchni, którego całość możecie znaleść na bobyy.pl


"Gdy Emilia spojrzała na zegarek, dochodziła osiemnasta.
Rozejrzała się,
ale Andrzeja nigdzienie było widać.
Była podekscytowana, w końcu tak długo go nie widziała. Teraz wszystko się zmieni. Powie mu o dziecku, będą tacy szczęsliwi. Może zaplanują ślub jeszcze przed porodem, będzie się wtedy czuć bezpieczna i kochana, urodzi jako mężatka i nie usłyszy ani jednego
krzywego słowa. Zwykle nie przejmowała się opinią innych, ale teraz chodziło nie tylko o nią, ale również o dziecko. Usiadła na ławce przed kinem, wysokie obcasy zaczęły dawać się
jej we znaki już kilkanaście minut temu. Obserwowała
grupy ludzi powoli ciągnące
w stronę Kosmosu,
jednak nie dojrzała między nimi ukochanego..."

składniki

- makaron penne (pół opakowania)
- panchetta lub dobrej jakości chudy boczek (8 plastrów)
- suszone pomidory (10 połówek)
- świeża bazylia,
- sól i pieprz do smaku,
- oliwa z oliwek


Makaron gotujemy w sporej ilości osolonego wrzątku, czas w zależności od producenta. W międzyczasie pomidory zalewamy małą ilością wrzątku i przykrywamy. Panchettę minimalnie podsmażamy na patelni, następnie dodając poszatkowane pomidory wraz z wodą. Odparowujemy, doprawiamy i studzimy. Makaron odcedzamy i hartujemy zimną wodą. Łączymy zimne składniki, dodając garść świeżej bazylii i kilka kropli oliwy.

Smacznego. Pa.




piątek, 29 lipca 2011

Smaki życia 21 - spaghetti z drobiowymi klopsikami

- Cześć wszystkim! - rzuciła Hanka wchodząc do fundacji.
- O, witamy, nareszcie jesteś, dzieciaki już się doczekać nie mogły. - rzuciła niemalże chórem ekipa Okna Na Świat, która od lat stanowiła nierozerwalny mur, dzielnie broniący potrzebujących dzieciaków. Każda minuta spędzona tutaj, dawała Hance poczucie spełnienia. Pozatym Olga i Janek również spędzali tu sporo czasu, a budując wspólnie namiastkę normalności dla tych dzieciaków, czuli, że cała reszta życiowych problemów znaczy nie więcej niż przypalone mleko. Hanka zdążyła zdjąć kurtkę, powiesić torbę na krześle, gdy usłyszała szepty za drzwiami. Wyglądając za futrynę zobaczyła trzy dziewczynki, stojące na baczność, z rączkami splecinymi w koszyczki. Za nimi stał Janek. Przy jego wzroście te trzy kruszynki wyglądały karykaturalnie. Nachyliła się i ułatwiła im rozpoczynając rozmowę.
- Dzień dobry. Cóż tam? Widzę że delegacja ma ważną sprawę, hę??? - Janek porozumiewawczo puścił do Hanki oczko.
- Pani Haniu, bo pani rozumie. Jak pani nie było to smutno nam strasznie było. Tak bardzo że normalnie szok. Pozatym niedługo wróci pani Olga. No i chodzi o to, że...
- No o to, że takich dyskotek jak pani to nikt nie organizuje i pomyśleliśmy, że jest okazja. - Starsze dziewczynki starały się poprawnymi zdaniami przekonać Hankę do swojego pomysłu, najmłodsza została chyba wysłana jako spulchniacz do Hankowego serca. Jej minka i zadarty nosek nie mógł nie zadziałać, szczególnie na kogoś tak wrażliwego jak Hanka.
- Tak? Okazja! Przyjęcie powitalne dla pani Olgi, czy pretekst tylko, co? - zapytała z uśmiechem Hanka, kucając, by połaskotać najmłodszą. Dziewczynka zachichotała, po czym również zaczęła bronić idei. Wiadomym było, że wcale nie musiała, bo pomysł spotkał się w aprobatą Hanki. Jednak pozwoliła dziewczynkom się wykazać. W końcu w życiu nie raz będą musiały bronić swego.
- Ale pani Hanusiu, my już transparent zaczeliśmy malować!
- No ależ pani Hanusiu. Proszę się nie dać prosić. Wszyscy bardzo prosimy. To jak będzie ?- Janek wypowiadał te słowa z ciężko opanowanym śmiechem, natomiast dziewczynki miały miny, jakby od tej jednej decyzji zależało ich szczęście. Hanka patrzyła to na nie to na kolegę, po czym nie wytrzymała.
- Ha ha, no jasne dziewczyny! Zmykajcie, przekażcie dalej, że przyjęcie już niedługo. No! Świetnie wam poszło. A teraz szybko do transparentu i... zastanówcie się za co chcecie się przebrać. To będzie bal przebierańców. - Z minami radosnymi, dzięki którym korytarz niesamowicie pojaśniał, podopieczne Hani pobiegły do reszty dzieciaków. Teraz zostali sami z Jankiem. On sam również miał radosną minę, po której Hanka wiedziała, że u niego wszystko już dobrze. Lubiła go takiego, ostatni incydent na Placu Wolności uspokoił ją. Zdawał się zakochany po uszy.
- Ale Olga będzie miała minę. Nie mogę się doczekać. - powiedział siadając na biurku. W rękach trzymał długopis, którym bawił się tak wprawnie. Przelatywał między jego długimi palcami niczym moneta w rękach magika.
- Mam! Janek! Zróbmy bal z czarami i sztuczkami. Wróżby i iluzje, co ty na to? - zapytała Hanka.
- No, świetnie, ty za cygankę a ja za złego maga? No rewelacja, już się wczuwam w rolę.
- Za złego może nie, ale pomyśl, tego jeszcze nie bylo. Dzieciaki będą zachwycone - klasnęła w ręce Hanka. - No, jak narazie widzę, że to ty jesteś zachwycona, no i dobrze. Pozatym mam pomysł. Co powiesz o ciasteczkach i innych smakołykach? Może mógłbym zamówić w no, powiedzmy zaprzyjaźnionej kawiarni?
- Mógłbyś? Świetnie, byłoby wspaniale. No to nic, ja zabieram się za telefony, może zorganizuję coś więcej niż talię kart, i pomyślę nad oprawą muzyczną, gdzieś tu miałam też numer do wypożyczalni stroi.
- Szukaj szukaj, ja skoczę do Picollo po spaghetti. Zjesz? - powiedział szukając portfela w kurtce.
-Z Picollo? Januś, jesteś złoty. Z miłą chęcią. Powiem Ci, że ostatnio wychodzi mi nawet podobne. Musisz wpaść kiedyś. Może nawet z....dziewczyną? - Janek uśmiechnął się do Hanki tak promiennie, że jasne było że kolejna kolacja zapowiada się z nową osobą w drużynie. Gdy szedł pogwizdując na korytarzu, Hanka marzyła o tym, by kiedyś czuć się podobnie. Zakochana po uszy, bez końca, bez wątpliwości.

przepis na spaghetti z drobiowymi klopsikami


- 500g mielonego mięsa z indyka,
- 1 mała szalotka,
- kilka kropli sosu Wacestair,
- sól i pieprz do smaku,
- oliwa z oliwek,
- mąka

- puszka krojonych pomidorów/pomidory zaprawiane,
- 1 cebula,
- 1 ząbek czosnku,
- ulubione zioła (oregano, bazylia, tymianek, cząber),
- 1/2 łyżeczki cukru (by zbalansować kwaśny smak pomidorów)

- makaron spaghetti z mąki durum,
- natka pietruszki

W dużej ilości osolonego wrzątku gotujemy makaron. Mięso wyrabiamy z przyprawami i formujemy maleńkie kuleczki. Otaczamy z mące i smażymy na rozgrzanej oliwie. Zabieramy z patelni i po dolaniu oliwy smażymy drobniutko posiekaną cebulę. Następnie dodajemy przeciśnięty przez praskę czosnek i wlewamy pomidory. Doprawiamy do smaku solą, pieprzem i cukrem. Gotujemy by zdedukować sos. Na końcu dosypujemy zioła i dorzucamy klopsiki. Gdy klopsiki dobrze przejdą sosem, podajemy z makaronem i natką pietruszki.

Smacznego. Pa. Już wkrótce ciąg dalszy opowieści na blogu Smaczny Dom (LINK) ...zapraszamy. Wszystkie odcinki można znaleść tutaj



czwartek, 28 lipca 2011

macaroni & cheese z kalafiorem i pomidorami

Każdy lubi zapiekanki. Ale z pewnością nie każdy ma takie pustki w głowie jak ja, w których ani widu ani słychu pomysłu na zapiekankę. Dziękujmy za bbcgoodfood, bo tam można znaleść absolutnie wszystko. Wystarczy wpisać produkt z którym mamy problem - tzn nie z jego gotowaniem, tylko z pomysłem na niego.... Tak było i tym razem. Co by tu zrobić z kalafiorem? No i się znalazło. Macaroni & cheese w wersji urozmaiconej o kalafior i pomidorki. W towarzystwie musztardy całość smakuje na prawdę świetnie. Do tego gotując makaron razem z różyczkami kalafiora w jednym garnku zyskujemy na czasie, gazie i nasz nadworny zmywający, (pogwizdywanie, że niby to nie ja napisałam) jest ukontentowany jednym garem mniej w zmywaku.

Ta zapiekanka jest wyjątkowa o tyle, że powstawała w cyberprzestrzeni. Razem z Shinju, Maggie, Eve, Pelą- (kłaniam się nisko, witając po raz pierwszy) i Kabką. Spróbujcie czasem, świadomość, że gdzieś w innym mieście, innym kraju ktoś za moment poczuje ten sam zapach, zbliżony smak na prawde otwiera nowe drzwi w głowie.


składniki (+ oryginalny przepis)

- 300g rigatoni/penne/kolanek (u mnie penne),
- 1 mały kalafior podzielony na różyczki,
- 200ml creme fraiche (u mnie kwaśna śmietana 12%),
- 2 łyżki musztardy z ziarnami gorczycy (Staropolska),
- 175g tartego sera (użyłam Bursztyna),
- 2 pomidory pokrojone w ósemki (u mnie gałązka koktajlowych)

W osolonym wrzątku gotuj makaron. Przykryj. Po kilku minutach dorzuć różyczki kalafiora i gotuj przez kolejnych 8/10 minut. Przygotuj piekarnik rozgrzewając opcję grilla. I teraz poszłam na skróty. W naczyniu żaroodpornym wymieszałam musztardę, śmietanę i startą większość sera. Dodałam makaron i kalafior. Wymieszałam delikatnie, na końcu dodałam pomidorki. Część wmieszałam do masy, część zostawiłam na wierzchu. Posypałam resztą sera i grillowałam około 5 (może 10...) minut, póki nie zbrązowiało. Podałam z sałatą.

Smacznego. Pa.

poniedziałek, 25 lipca 2011

Ajvar. Kalamata. Moje miłości.


Makaron z Ajvarem

Ajvar zaraz po ketchupie ma swoje stałe miejsce w mojej lodówce. Ketchup nieodwołalnie jest na pierwszym, właściwie odkąd pamiętam. Nie nosze co prawda małej saszetki w torebce jak bohaterka 'Rozmów nocą' (swoją drogą polecam ten film. Nasza produkcja, ale bez boskich apartamentowców i kabrioletów zastępujących rowery. Prawdziwy, udany. Dobry.) Ale wracając do tematu. Lubię Ajvar za to, że jest i już. I teraz pojawia się problem. Lubię i co dalej? Zazwyczaj wyjadam go ze słoika paluchami albo smaruję kanapkę z ulubionym żółtym serem. Ale można przecież inaczej! Co powiecie na sos mięsny do makaronu z Ajvarem? Pomysł podsunęła mi Shinju , dziękuję, jestem wdzięczna za zdjęcie klapek z oczu i ze słoiczka z tym paprykowym dobrem.

Danie jest wspaniałe, szybkie, sos nieco przypominający bolognese, jednak jego kwintesencją jest smak papryki. Jakby dobroci było mało, do całości dolałam troszkę wody z greckich oliwek Kalamata. Dacie rade? Nigdy przedtem nie dodawałam tego - możnaby powiedzieć produktu wtórnego. Ale warto! Z oliwek Kalamata tymbardziej. Są dla mnie jak złoto. Cenne jak żadne inne. Mam je nawet w ramce w kuchni. Szalona. Pppprrrrrrrr!!!!!!!



składniki

- 500g mięsa mielonego (u mnie indyk),
- słoiczek pasty Ajvar (wybrałam łagodną),
- około 5 suszonych pomidorów,
- oliwki Kalamata + woda, z innymi też pewnie się da :)
- cebula,
- 1 ząbek czosnku,
- ulubiony mały makaron
- oregano, bazylia,
- sól i pieprz do smaku

Cebulę szklimy na oliwie, dodajemy mięso opruszone solą i pieprzem. Gdy mięso się podsmaży dodajemy namoczone w wodzie pomidory (pokrojone, rzem z wodą) i pastę Ajvar. Gotujemy linka minut, gdy płyn wyparuje dodajemy wodę z oliwek i zioła. Mieszamy z ugotowanym w międzyczasie makaronem. Podajemy z Kalamatami. Albo innymi ulubionymi.

Smacznego. Pa.



poniedziałek, 18 lipca 2011

lasagne con spinaci

Ochota na lasagne przychodzi nagle. I znikąd. Bum i jest. Nie zastanawia się czy mamy czas, by kolejne warstwy, pieczołowicie mościć jedna na drugiej. Ale czy my się gniewamy? Nie bardzo. Po prostu tym razem obiad będzie pół godziny później. W moim przypadku czekać trzeba było chwilkę dłużej, a myć dodatkowo kilka talerzy więcej, bo po wstawieniu naczynia do piekarnika, małym 'szast prast' dłońmi, odwróciłam się i..... na blacie zobaczyłam milczącą, patrzącą w sufit miskę ze szpinakiem. A ja szybko. Zapiekanka na blat, porozkładałam talerze i delikatnie rozebrałam lasagne na czynniki pierwsze. O dziwo, efekt końcowy nie zdradzał mojego roztargnienia. Tylko ta góra talerzy, to był czelendż.
Przepis z mojej kopalni przepisów kuchni włoskiej. To co było warte uwagi, to sos beszamelowy, do którego dorzucamy liście laurowe i ziele angielskie. Efakt wspaniały. Reszta przepisu raczej znana, można improwizować. Sos z pewnością wejdzie na stałę do mojego lazaniowego szoł.

składniki

(sos mięsny przypomina bolognese, jednak bez marchewki i selera)
- płaty makaronu na lasagne
- 1/2 kg mięsa mielonego ( u mnie indyk i przyznam, że zapiekanka była dzięki temu lekka)
- pomidory z puszki (lub jak u mnie, własne zaprawy z poprzedniego sezonu)
- mała cebula,
- 2 ząbki czosnku,
- ulubione zioła,
- świeży szpinak (ewentualnie mrożony w liściach)
- szczypta gałki muszkatołowej
- 2 szklanki mleka,
- ziele angielskie i liść laurowy,
- mąka do beszamelu,
- sól i pieprz do smaku,
- tarty twardy ser (u mnie tradycyjnie Bursztyn)



Szklimy cebulę, dodajemy czosnek a następnie mięso. Smażymy, do momentu gdy ładnie się zarumieni. Dodajemy pomidomy i gotujemy około 15 minut. Na końcu Dodajemy ulubione zioła i wyłączamy kuchenkę.

Szpinak blanszujemy, i w misce mieszany z 1 ząbkiem czosnku, szczyptą soli i gałką.

Mleko podgrzewamy z solą i pieprzem. Dorzucamy też listek i ziele angielskie. Gdy mleko się zagotuje wyjmujemy większe przyprawy i dodajemy mąkę rozprowadzoną chłodnym mlekiem (by nie powstały grudki). Mieszamy do momentu gdy sos zgęstnieje. Po 3 minutach gotowania mąka straci smak surowizny.

Na dno naczynia wykładamy troszkę sosu mięsnego. Na to płaty makaronu. Beszamel, znów sos mięsny, szpinak i makaron. I tak warstwowo układamy kilka pięter lasagne'i. Na samym końcu powinna znaleść się warstwa beszalelu na którą trzemy ser. Pieczemy około 45 minut w temperaturze 180 stopni.

Cenna uwaga. By ładnie kroić lasagne, należałoby ją wystudzić i znów pogrzać. Wtedy porcje posłusznie pokroją się na kwadraty.

Smacznego. Pa.


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...