Pokazywanie postów oznaczonych etykietą papryka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą papryka. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 25 lutego 2016

papryki faszerowane kaszą jęczmienną, boczkiem i oscypkiem


Papryki faszerowałam już   kremowym risottem,   przyszła pora na kasze. Gotowałam dla gości, więc wiedząc że smak palonej gryczanej nie każdemu odpowiada, a z kolei miłośnikom palonej nie pasuje niepalona (łapiecie się jeszcze???) postawiłam na jęczmienną. To był dobry wybór. Jeśli kasze w kuchni znane są Wam tylko z teorii lub jeśli jecie je raz na jakiś czas z gulaszem i burakami, zachęcam. Odczarujcie kasze w swoich głowach, a one odwdzięczą się Wam całym swym dobrem.

Chyba, że stoicie z drugiej strony barykady i jecie kasze nałogowo przez kilka dni w tygodniu. Wtedy może zgodzicie się ze mną, że kasze jakoś mocno przylgnęły do kuchni wegetarian i wegan. A podobno najlepsza gryczana to ta polana wytopionym boczkiem. Nie wiem, nie próbowałam, ale dodałam boczku do tego przepisu. Faktycznie, kasza pięknie wchłonęła jego tłuszcz i smak. Smakowała wspaniale.



składniki

- 100g wędzonego boczku,
- 2 papryki w ulubionym kolorze (ja jakoś nie pałam miłością do zielonych),
- pół dużego oscypka,
- 3 szalotki,
- duża szklanka ugotowanej na sypko kaszy jęczmiennej,
- sól i pieprz,
- gałązka rozmarynu,
- opcjonalnie szczypta wędzonej papryki, (użyłam, bo mój oscypek nie był wędzony),
- łyżeczka masła

Na patelni lekko podsmażyłam pokrojony w kosteczkę boczek. Gdy lekko się wytopi, dorzuciłam szalotki oraz rozmaryn. Gdy cebulki się zeszkliły, dodałam kaszę. Całość na małym ogniu dusiłam około 5 minut, dodając sól i pieprz do smaku.
 Papryki umyłam, przecięłam wzdłuż linii ogonków i nafaszerowałam masą z kaszy. Ułożyłam w naczyniu żaroodpornym, na którego dno wlałam dwie łyżki wrzątku i łyżeczkę masła. Całość piekłam w piekarniku około 45 minut w temperaturze 170 stopni.



Smacznego. Pa.




poniedziałek, 22 lutego 2016

shakshuka


Zapraszam Was dziś w podróż do Tunezji, a może do Izraela... w każdym razie na śniadanie które w wolnym tłumaczeniu oznacza nie mniej, nie więcej, co 'wielki bałagan'. Shakshuka to po prostu sadzone jajka, tyle, że zamiast smażone na rozgrzanym tłuszczu, wbijane są w pyszny, gęsty pomidorowy sos. Macie ochotę?



 Bazę stanowią pomidory. Bardzo je lubię, najlepiej świeże i najlepiej późno letnie. Nasze, krajowe. Malinowe i bawołki chyba najbardziej. Rzadko spotykam osobę, która ich nie lubi. Poza sezonem ratuję się słojami z własnymi przetworami, albo puszkami. Moim ostatnim odkryciem były puszki z pomidorkami cherry, kupione podczas tygodnia włoskiego w Lidlu. Ze skórkami, całe, cudnie smakujące kulki. Na nich właśnie przygotowałam shakshukę. Śniadanie smakowało nam tak, że już czekam na sezon pomidorowy, by przygotować ją na bazie świeżych pomidorów z ryneczku. Jeśli macie chęć na miłe, ciepłe, odmienne od coniedzielnej jajecznicy śniadanie, polecam Wam shakshukę. Sprawdzi się również jako danie na wczesną kolację lub jako lek na kaca. 

Przepis na shakshukę pochodzi
 z bloga ChilliBite.pl,
z moimi drobnymi modyfikacjami


- 1 łyżka oliwy z oliwek,
- 1/2 łyżeczki kuminu,
- 1/4 czerwonej papryki,
- 1 szalotka (u mnie pół czerwonej cebuli),
- 1 ząbek czosnku
- 1 duży pomidor malinowy lub bawole serce (użyłam puszkę pomidorków cherry),
- sól morska i świeżo mielony pieprz do smaku
- 2 łyżki grubo siekanej natki pietruszki
- kilka listków bazylii,
- 4 jajka,


Na rozgrzaną oliwę wrzuciłam pokrojoną drobno cebulę, przeciśnięty przez praskę czosnek i kumin. Gdy wszystko ładnie się połączyło, dodałam pokrojoną drobno paprykę. Po kilku minutach dodałam pomidory z puszki, oprószając całość solą i pieprzem. Gotowałam około 5 minut by sos trochę odparował. W gęstym już sosie zrobiłam cztery wgłębienia w które wbiłam jajka. przyprawiłam je solą i pieprzem. Zmniejszyłam płomień i przykryłam przykrywką na 4 minuty, by żółtka pozostały płynne. Przed podaniem posypujemy obficie natką i listkami bazylii.




Danie to przygotowałam wspólnie z innymi blogerkami, w ramach weekendowego Wypiekania. Ich posty ukazały się znacznie wcześniej, ja w blogowanie wdrażam się na nowo powolutku. Mam nadzieję, że mi wybaczą ;)

Gosia z bloga Smaki Alzacji
Iza z bloga Smaczna Pyza
Wiosenka z bloga Eksplozja Smaku
Dorota z bloga Moje małe czarowanie
Agata z bloga Kulinarne przygody Gatity 
Monika z bloga Z chaty na końcu wsi
Bernadeta z bloga Prawo do gotowania z pasją
Magda z bloga Kulinarna piniata
Laura z bloga Cafe Babilon

Smacznego, pa.



sobota, 26 kwietnia 2014

papryki faszerowane kremowym WEGE risottem

Lubię wszelkiego rodzaju risotta, nawet te z zaledwie kilkoma składnikami potrafią zauroczyć smakiem no i konsystencją. Z dodatkiem serów, warzyw, win, wszystkiego tego co wpływa na ich smak, aromat... można by wymieniać bez końca. Zawsze gdy przez kilka tygodni nie pojawiają się na naszym stole już za nimi tęsknię, choć nie mam jeszcze wtedy pojęcia z czym je przygotuję. 
Przy ostatniej kawie przeglądaliśmy  razem z Łukaszem z Gotuj z Kukim książeczkę Easy Risottos wydaną przez sieć sklepów M&S. Mam z tej serii kilka wydań, ale easy risottos zaraz przy easy curries są moimi ulubionymi. Przeglądaliśmy, rozmawialiśmy i postanowiliśmy ugotować wspólnie (każdy w swojej kuchni) to właśnie risotto. Przygotowane tradycyjnie, następnie upchane w paprykach i zapieczone pod warstwą sera. Cudowne. Każdy wprowadził swoje modyfikacje, dodając lub ujmując pewne składniki. Faszerowałam już papryki, ale po prostu ugotowanym ryżem, z dodatkiem mięsa mielonego. Polecam Wam ten przepis, zarówno na te mniejsze jak i większe okazje. Swoją wersję uszczupliłam o dodatek włoskiej kiełbasy, decydując się tym samym na wersję wege, urozmaiconą o pomidory w różnej postaci. Dodałam i świeże i suszone i te w formie koncentratu. Zajrzyjcie proszę także do Kukiego, jego wersja będzie odpowiadać wszystkim kochającym dodatek wołowiny.

składniki

- czerwone papryki ( u mnie 2 duże sztuki, na 4 porcje kolacyjne),
- 850 ml wywaru warzywnego lub rosołu (u mnie wywar warzywny, po gotowaniu warzyw na sałatkę),
- 350g ryżu arborio,
- 1 cebula,
- szczypta szafranu,
-  łyżka oliwy z oliwek,
- 150ml białego wina (pominęłam),
- 50g włoskiej  kiełbasy lub salami (także pominęłam),
- 50g świeżo tartego Parmezanu (u mnie Grana Padano),
- kulka mozarelli,
- sól i pieprz,

oraz moje dodatki, czyli

- 3 połówki suszonych pomidorów z oleju,
- garść pomidorków koktajlowych (użyłam z uwagi na brak o tej porze porządnych dużych),
- łyżka koncentraku pomidorowego,
- 3cm pora,
- 2 ząbki czosnku



Papryki myjemy, kroimy na pół zachowując ogonki na każdej z połówek, usuwamy pestki i  białe błonki. Lekko smarujemy oliwą i umieszczamy w piekarniku na 20 minut, w temperaturze 170 stopni. W międzyczasie płuczemy ryż, na patelni rozgrzewamy oliwę, szklimy cebulę i por, dodajemy ryż. Gdy ryż wchłonie tłuszcz, dodajemy po chochli gorącego wywaru czekając aż ryż wchłonie płyn. Mieszamy  często, najlepiej drewnianym widelcem. Dodajemy szczyptę szafranu. Gdy ryż wypije już cały wywar warzywny, dodajemy posiekane suszone pomidory, te suszone oraz koncentrat, czosnek przeciśnięty przez praskę. Mieszamy, doprawiamy do smaku. Dosypujemy garść tartego sera. Gotowym risottem faszerujemy papryki, umieszczamy na nim kilka plastrów mozarelli i zapiekamy ponownie, tym razem w wyższej temperaturze, 200 stopni, około 15 minut. Podajemy z listkami ulubionych ziół.

Smacznego. Pa.




środa, 12 czerwca 2013

letnia surówka z czerwonych warzyw

Wreszcie mogę cieszyć się w pracce idealnymi surówkami, komponowanymi z najsmaczniejszych warzyw. Nie muszę się już martwić o to, czy zupa w termosie wytrzyma kilka godzin i czy nie będę zmuszona zjeść jej zimnej. Zimą i jesienią, bez ciepłego posiłku w pracy jest mi bardzo źle. Na całe szczęście na kilka miesięcy w roku mogę o tym zapomnieć i bez końca jeść to co jest najzdrowsze, bo bez obróbki termicznej.

 Jedzmy nowalijki, tak szybko się kończą... Nostalgicznie się zrobiło nie tylko na talerzu, ale też w moim sercu. Z tego właśnie powodu chcę Wam życzyć, byście byli szczęśliwi oraz zadowoleni ze swoich wyborów. Żyjcie tak, byście czuli satysfakcję ze swoich małych i dużych kroków. Mówmy o swoich ciepłych uczuciach wszystkim, którzy na nie zasłużyli. 

A teraz wracam do sałatki. Ona też zasługuje na kilka ciepłych słów, zwłaszcza od miłośników rzodkiewek i czerwonej cebuli.  W połączeniu ta dwójka wspaniale orzeźwia, jest lekko szczypiąca w język i słodka jednocześnie. Zwykle ten efekt uzyskujemy minimalnie słodząc oliwkę. Tu nie ma takiej potrzeby. Jest dobrze tak jak jest.

składniki

- 1 czerwona papryka,
- około 200g pomidorków koktajlowych,
- 1 czerwona cebula,
- około 10 rzodkiewek,
- sól, pieprz,
- oliwa z oliwek,
- świeży tymianek

Warzywa myjemy.obieramy. Paprykę tniemy na 4 długie strąki i kroimy na drobne paseczki. Cebulę na 4 i także w paseczki. Pomidorki w 4 lub 2 w zależności od ich wielkości, a rzodkiewki na cienkie plasterki. Całość skrapiamy oliwą i dodajemy szczyptę soli, mielimy i dodajemy pieprz. Wkrawamy trochę tymianku,  resztą dekorujemy surówkę. Pozwalamy surówce przegryźć się około godziny. 

Smacznego. Pa.

wtorek, 7 maja 2013

pasta z krewetkami w paprykowym pesto

Wiem, że krewetki nie wszyscy lubią, tak samo jak nie wszyscy lubią disco polo czy gwarę góralską. Wiem też, że nawet jeśli w tym przepisie pominiemy jak to mój małżowinek mówi 'stwory', będziemy zachwyceni, bo tak na prawdę tu chodzi o to pesto. Z dużej ilości chili które lekko przestraszona pozbawiłam wszystkich pesteczek zrobiłam na prawdę godną polecenia pastę, która zniknęła tak szybko, jak się pojawiła. Zrobienie jej to kwestia piętnastu minut, a pasuje do mięs z grilla, kanapki z żółtym serem i do makaronów jako główny składnik. No i wcale, ale to wcale nie jest piekielnie ostra, jedynie przyjemnie grzeje podniebienie. Piszę to, jako osoba średnio znosząca mega ostre dania. Dodam też, że pokocha ją każdy wielbiciel pasty Ajvar. Krewety dodałam, by nie było wielkiego larum, że zero białka, że zero protein i że 'najlepiej to w ogóle karm mnie trawą'. I co się okazuje, wystarczy dodać niewielką ilość 'stworów' i już mężczyzna lamentujący zamienia się w mężczyznę szczęśliwego. Zajadaliśmy pod gołym niebem, wreszcie można wyjść na kolację z czterech ścian. To piękne, więc wiosno trwaj!!!

paprykowe pesto

- 1 średnia cebula,
- 2 ząbki czosnku,
- 12 strąków czerwonego chili,
- 1 duża czerwona, słodka papryka,
- 1 łyżka białego octu winnego,
- 1 łyżeczka cukru,
- 1 łyżeczka soli,
- niewielka ilość pieprzu do smaku
- oliwa z oliwek

Papryczki pozbawiamy pestek, i kroimy wraz ze słodką papryką w drobną kostkę. Cebulę również. Na oliwie szklimy składniki, i przyprawiamy. Zostawiamy na malutkim ogniu około 10 minut. Wszystko przekładamy do blendera i miksujemy, dodając w połowie miksowania ocet i cukier. Przekładamy do słoiczka i cieszymy się smakiem gdy tylko przyjdzie nam ochota.


pasta z krewetkami

- makaron spaghetti (użyłam pół paczki),
- paczka krewetek tygrysich ( u mnie 200g),
- oliwa aromatyzowana czosnkiem i bazylią, (lub zwykła, wiadomo...),
- 1 mała cebula,
- 3 łyżki paprykowego pesto,
- sól i pieprz,
- świeża bazylia

Na oliwie szklimy pokrojoną drobno cebulkę, następnie dodajemy pesto i przesmażamy. Dodajemy krewetki i czekamy aż białko się zetnie. Nie należy dusić ich w sosie za długo, bo będą twarde i suche. Wkrawamy bazylię, przyprawiamy solą i pieprzem, mieszamy z odcedzonym makaronem (dobrze, by zostało troszkę wody od gotowania, bo ładnie zagęści sos).

Smacznego. Pa.

piątek, 26 kwietnia 2013

sałatka z oliwkami i fetą 'zbuntowany grek'

Wiecie co? Wszystko wszystkim, ale poczekalnia w przychodni nie jest, nie będzie i nigdy nie była miejscem konsumpcji taniego wina. Jeden stały już bywalec nadal tego nie wie... A my, tu w przychodni nie mamy ani serca, ani sił chłopa wypraszać, tym bardziej, że gdy zwróci mu się uwagę, zaczyna wierzgać jak oparzony. No po prostu żul, no. Zgadza się, na starym mieście podobnych kwiatów masa się kręci, powinnam przywyknąć, ale jakoś nie mogę. Dziś miareczka się przebrała i Mazurskim sposobem (Mazurskim, ponieważ system ten poznaliśmy wraz z Małżowinkiem na pierwszych wspólnych wakacjach, na Mazurach właśnie). No ale wracając do żula. Najpierw trochę wrzątku, później bułkę z pobliskiej piekarni, teraz jednak wymaga od nas po prostu kasy. Taki czyn społeczny, zrzuta w dobrej intencji na buzona dla jegomościa. I co? Wlazł, trafił dziś akurat na mnie i zaczyna. 'Przepraszam...' a mi nie pozostało nic innego jak powiedzieć 'ale ja się absolutnie nie gniewam. Do widzenia Panu'. I co? Zatkało kakao, poszedł. Ciekawe kiedy wróci. Żeby jeszcze zaproponował wspólne spożycie którejś z nas, ale nic. Nigdy. Cham. ;)


Pozostając w bojowym nastawieniu muszę wyrazić swoje ubolewanie nad brakiem pełnych słońca pomidorów. Szalenie już za nimi tęsknię, a że wzięła mnie ochota na grecką sałatkę, postanowiłam przygotować swoją, wiosenną, nie zawierającą pomidorów wersję. Ze sporą ilością sera, oraz mojej ukochanej czerwonej cebuli, dała mi choć namiastkę letniego orzeźwiającego smaku. No ale bez pomidorów. Taki oto zbuntowany Grek.


składniki

- 1 zielony ogórek średniej długości,
- 1 duża czerwona papryka,
- 1 duża czerwona cebula,
- pół szklanki czarnych oliwek,
- kostka ulubionej fety - u mnie twardy, nie mażący się bałkański ser
- oregano, bazylia i tymianek,
- oliwa z oliwek,
- pieprz świeżo mielony, ewentualnie sól

Ogórka obieramy i kroimy w drobną kostkę. Paprykę również. Cebulę obieramy i kroimy w piórka, a oliwki w talarki lub zostawiamy całe. Wszystko mieszamy z kilkoma kroplami oliwy i przyprawiamy pieprzem i ziołami. Na koniec dodajemy pokrojony ser i delikatnie mieszamy. Sałatka najlepiej smakuje zjedzona tego samego dnia, kolejnego robi się miękka i 'zmęczona'.

Smacznego. Pa.

środa, 24 kwietnia 2013

kurczak kung pao i 'przygoda z owcą' by h. murakami

Skończyłam czytać książkę, która nie bez powodu porównana jest do filmów Lyncha czy Kubricka. Bardzo ciężko jednoznacznie ją opisać, nie skupiając się na streszczaniu, tylko na tym, co książka z sobą niesie, tym 'co poeta miał na myśli'. Może zacznę od tego, że książka jest absurdalnym obrazem, surrealistyczną mozaiką wielu scen i barw. Książka nie jest trudna. Trudno jedynie ją opisać, otoczyć kilkoma zwartymi słowami. Ja odnalazłam w niej opowieść o niedalekiej lecz istotnej podróży życia, ludzkich lękach, tym, że tytułową owcę każdy z nas ma pod skórą i tylko od nas zależy czy pozostaniemy sobą czy całkowicie się w nią zamienimy. To, że autorowi chodzi o nas ludzi jako o rodzaj, możemy zauważyć w momencie gdy zwrócimy uwagę, że żaden z bohaterów nie ma imienia. Jest dziewczyna, kierowca, szef, owczy profesor i Szczur. On dostał imię, bo jako jedyny został Owcą. Nie poradził sobie z codziennością (jak z resztą wielu innych bohaterów Murakamiego). Lubicie tego typu zaułki literackie? Ja uwielbiam. Mimo, że wolę, jak książka kończy się konkretniej. Bez otwartych drzwi w które każdy z nas wsadzi to, co mu pasuje. Wolę gdy autor nie pozwala mi dokańczać własnych słów w mojej głowie. Wtedy czuję, że większość czytelników odbierze książkę podobnie. Mimo wszystko cieszę się, że przeczytałam, polecam każdemu, kto chciałby poznać inne oblicze Murakamiego. Bo moim zdaniem ta książka nieco różni się od reszty. Zadziwia mnie, bo jednocześnie czuję, że czegoś w niej brakowało, jak i że jej lektura była niezbędna w moim życiu. Jakieś takie skrajności mną motają, obym tylko nie zamieniła się w owcę...




...polecam Wam prosty i szybki przepis na kurczaka kung pao, w którym fistaszki zamieniłam na ukochane nerkowce. Wspaniale się wkomponowały, dlatego nie bójmy się zmieniać składników, bawić się przepisami, bo tylko wtedy wyjdziemy z ram, tworząc swój własny obraz rzeczywistości. Zupełnie jak Murakami.

składniki

- 2 piersi z kurczaka, około 0,5kg
- 2 papryki (czerwona i pomarańczowa),
- pół czerwonej cebuli, (użyłam, bo nie miałam dymki),
- 2 garście orzechów nerkowca,
- 2 ząbki czosnku,
- 2 łyżki ciemnego sosu sojowego,
- 1 łyżeczka oleju sezamowego,
- niewielka ilość chili w płatkach (na czubku łyżki)
- 2 łyżeczki octu ryżowego,
- łyżeczka cukru,
- 2 łyżeczki mąki kukurydzianej (ewentualnie ziemniaczanej),
- ryż lub ulubione noodle

Kurczaka kroimy w cienkie paski, marynujemy  w łyżce sosu sojowego i łyżeczce mąki. Mieszamy i odstawiamy na czas krojenia warzyw. Papryki, cebulę (bądź dymkę) kroimy w mniejsze kawałki, czosnek przeciskamy przez praskę. Kurczaka obsmażamy na rumiany kolor, gdy będzie już rumiany wyjmujemy z patelni, na którą z kilkoma kroplami oleju wrzucamy warzywa i orzechy, na końcu czosnek. Gdy warzywa lekko się zeszklą, dodajemy kurczaka i przygotowany sos z sosu sojowego, oleju sezamowego, octu ryżowego, cukru i chili. Energicznie mieszamy czekając aż sos zgęstnieje i podajemy z ryżem lub noodelkami.

Smacznego. Pa.



niedziela, 17 marca 2013

oszukane risotto by marcinku

Pamiętacie wieprzowinę z ryżem po hiszpańsku? To danie jest podobne. Jest też jednym z tych, którymi kulinarnie imponował mi małżowinek na początku naszej historii. Miłe wspomnienia. Były dania mniej lub bardziej udane, zaplanowane w najdrobniejszym szczególe, albo też dania - przypadki. Najzabawniejsze było to, gdy niewiele wiedząc o gotowaniu, posłuchałam porad znajomej i ugotowałam pseudo carbonarę na serkach topionych. I co dalej? No co. Od tego momentu wiedziałam, że mój facet ma słabą wątrobę. Wtedy wyszło słabo, teraz mamy wiele wesołych wspomnień, także tych kulinarnych. I świetnie.

Kocham dania z ryżem, w tym dodatki stanowią głównie mięso mielone, kolorowe papryki, marchew i kukurydza. A! No i cebula, której tym razem zapomniałam dodać. Można? No okazuje się, że tak. Wam jednak proponuję dodać, by danie było dodatkowo zdrowsze i smaczniejsze. Może faktycznie ten ryż powinien przygotowywać Marcinku...

wtorek, 12 marca 2013

grillowane warzywa z kozim serem

Zima wróciła, a wraz z nią przeziębienie. Ja nie wiem. Puchowa kurtka nadal na mnie, choć już śni o wycieczce do pralni chemicznej. Czapka na głowie, naciągnięta na uszy tak, że ledwo okulary widać. Szal ciepły, czasem nawet dwa, jeden ściągam wraz z kurtką, drugi przyrósł do mnie (bynajmniej nie z brudu, po prostu lubię mieć ciepło wokół szyi). Nie chcę już tej pogody! Śnieg mnie już nie bawi, prędzej to drażni i sprawia, że markotnieję. W ramach protestu przygotowałam grillowane warzywa, by poczuć smaki lata i przywołać cieplejsze dni. Nie wiem czy moje czary-mary przyniosą oczekiwany efekt, jak na razie pozostaje mi zawinąć się w ciepły koc i przeczekać najgorsze. Eeeeh, do kitu. 

Warzywa które przygotowałam smakują wspaniale w formie ciepłej sałatki, wielka szkoda jednak, że nie mieliśmy w domu ciabatty, smakowałyby jeszcze lepiej. Moje obolałe gardło nie byłoby pewnie zachwycone, ale podniebienie z pewnością.


środa, 9 stycznia 2013

rozgrzewające leczo z chilli

Za oknem zimno, aura pomiędzy zimową a jesienną. Z mojej szyi nie znikają ciepłe szaliki, resztki rozsądku podpowiadają mi, by nie zawijać się w nie gdy mam na sobie już tylko piżamkę. Mój Małżowinek twierdzi co prawda, że ta część garderoby jest totalnie paskudna, (szale, nie piżamki...) odbiera kobiecie seksapil itp, itd. Ale co ja mogę? A no mogę ugotować coś, co rozgrzeje nasze trzewia na tyle, że szaliki spłyną ze mnie niczym śmietana z gorącej szarlotki. Ugotowałam! Wiem, wiem, to nie pora na lecza, na ryneczkach już dawno nie ma wysypu papryk. Tak się jednak złożyło, że  dostałam całą skrzynkę kolorowych, pękatych warzyw i postanowiłam je wykorzystać do ostatniej sztuki. Mama zjadła świeże, część wspólnie zamarynowałyśmy, a ja ugotowałam leczo ze sporą ilością chilli. Przyznaję, że jest to miły zwrot w akcji tego dania. Dodatkowo można przygotować je w wersji wege, co pewnie zachęci część z Was. Rozgrzewajmy się od środka w te chłodne dni.

składniki

- 4 sztuki ulubionej kiełbasy (zazwyczaj wybieram coś grubo mielonego, gdzie widać mięso a nie pianę),
- 2 cebule,
- 4 ząbki czosnku,
- 8 kolorowych papryk (z przewagą czerwonej/pomarańczowej/żółtej),
- słoik zaprawionych pomidorów (puszka lub świeże, jeśli mamy ciepłą porę roku),
- 3 młode cukinie,
- 1 ostre czerwone chilli,
- sól, świeżo zmielony pieprz,
- olej rzepakowy,

Kiełbasy kroimy na pół i w plasterki, by powstały półksiężyce. Smażymy na niewielkiej ilości oleju na rumiano.

Wege - omijamy powyższe instrukcje.

Cebule kroimy w sporą kostkę, dorzucamy do kiełbasy/szklimy na oleju rzepakowym.Gdy cebula będzie szklista, dodajemy pokrojoną w kostkę paprykę, smażymy by się zarumieniła, zeszkliła. Następnie dodajemy pokrojoną, obraną cukinię, czosnek, dolewamy pół szklanki wody i dusimy około 10 minut. Dolewamy pomidory. Gotujemy kolejnych 10 minut, dorzucamy drobno pokrojone chilli (w moim wypadku bez pesteczek). Doprawiamy solą i pieprzem.

Smacznego. Pa.

sobota, 10 listopada 2012

炒面 z kurczakiem i boczniakami

Uczę się każdego dnia, w kuchni zwłaszcza. Przepisu na chow mein szukałam na wielu szanowanych blogach, w kilku książkach w których akurat był. Obejrzałam też Jamiego w ministry of food, kilka innych video no i nie umiałam znaleźć żadnego identycznego przepisu. 'O co tu chodzi' zastanawiałam się i nagle bęc! Malwina mnie oświeciła. Chow mein, albo jak kto woli  炒面, dosłownie oznacza smażony makaron. Koniec i kropka! Na próżno szukałam wspólnego mianownika, skoro można go podać z tym co a) mamy w lodówce i nadaje się do dania kuchni chińskiej, b) na co mamy ochotę i już. Mój makaron przygotowałam jak zwykle w przypadku ekspresowego gotowania, z drobiem, a także boczniakami które mam nadzieję podniosą moją kiepską ostatnio odporność. Pewnie musiałabym zjeść ich kilka kilogramów by poczuć różnicę, jednak miło mieć nadzieję, że to co jemy faktycznie poprawia stan naszego organizmu.

Zostawiam Was z przepisem, który modyfikujcie jak tylko zechcecie, w końcu chow mein to smażony makaron - mniejsza o to z czym. Sama zabiorę się za parzenie białego maku na rogale na jutro. Nasz Marcinku nie spodziewa się domowych rogali, a gęsiny już tym bardziej...

składniki

- pierś kurczaka,
- pół czerwonej papryki,
- pół pomarańczowej papryki,
- dymka,
- ząbek czosnku,
- kiełki fasoli mung,
- 200g boczniaków ostrygowatych,
- ulubione noodle - użyłam makaronu mie

a także

- jasny sos sojowy, 2 łyżki
- ocet ryżowy, 1 łyżka,
- olej sezamowy, 2 łyżki,
- brązowy cukier, pół łyżeczki,
- mąka kukurydziana, 1 łyżeczka
- tarty imbir,1 łyżeczka

Kurczaka myjemy, oczyszczamy z błonek, kroimy w cienkie paski. Mieszamy sos, olej, ocet, imbir, przeciśmięty czosnek, cukier, mąkę i troszkę wody. W uzyskanej marynacie moczymy kurczaka. W międzyczasie kroimy warzywa, rwiemy boczniaki. Mięso smażymy na mocno rozgrzanym oleju sezamowym, gdy się zarumieni, ściągamy z patelni. Dolewamy troszkę oleju i smażymy krótko papryki, dorzucamy grzyby. Skręcamy ogień, by grzyby nie smażyły się na mocnym ogniu, jedynie zmiękły. Na końcu dorzucamy dymkę, kiełki i kurczaka. Mieszamy z noodlami przygotowanymi według przepisu na opakowaniu, Dolewamy marynatę w której był kurczak. Chwilkę gotujemy, by sos zgęstniał, jednak nie za długo by warzywa nie były miękkie. 

Smacznego. Pa.

sobota, 22 września 2012

spaghetti z kurczakiem w paprykach i lektura na weekend

Patrząc na to danie, w jego ostatecznej formie, moim  pierwszym skojarzeniem był stir fry i wschodnie dania z noodlami. Ale to tylko pozory. Tak samo, jak pozornie bohaterka książki jest szczęśliwa. Danie niby wschodnie, niby europejskie ma na celu odzwierciedlenie tego, co dzieje się w jej głowie. Danie nie jest niczym wschodnim, łączy raczej smaki typowo europejskie, jest delikatne, lekko podbite wędzoną papryką i śmietanką. Łagodne, kremowe, idealne na obiad w leniwą sobotę pod kocykiem. Pod kocykiem także, na dwa podejścia przeczytałam miłą książkę Amelie Nothomb - Ani z widzenia, ani ze słyszenia. Autorka której niezbyt obszerne utwory uwielbiam, i tym razem ukazała mi to, co kocham najbardziej. Życie w Japonii, w której było nie było, w końcu się urodziła. Wie o czym pisze. Co lepsza, pisze jako europejka, (z pochodzenia jest Belgijką), dziwi się w typowy 'biały' sposób niektórym azjatyckim zachowaniom. Ani z widzenia, ani ze słyszenia jest ukazaniem znajomości dwójki młodych ludzi, Rinriego i Amelii. Obydwoje zafascynowani swoimi odmiennymi kulturami próbują stworzyć wspólny, łączący najlepsze cechy swych kultur związek, co jednak nie wychodzi im tak jakby tego oczekiwali. A raczej nie wychodzi to Amelii, która jest rozczarowana tym, co oferuje jej chłopak. Wtedy troszkę się na nią wściekam, bo Japończyk niemalże nieba jej uchyla. I cóż? Uczę się rozumieć innych, tego że co zdawałoby się uszczęśliwiać co drugą polską Anię niekoniecznie uszczęśliwi belgijską Amelię. Tego, że powieść niby romantyczna zawsze może zamienić się w powieść o pragnieniu powiększania własnej przestrzeni życiowej, no i wreszcie tego, żeby nikogo nie oceniać. Polecam zarówno książkę jak i samą autorkę, która pisze na prawdę niezwykle, na co dowodem są nagrody których sporo już zebrała.



składniki

- podwójna pierś kurczaka,
- żółta, pomarańczowa i czerwona papryka,
- szklanka mrożonego groszku,
- makaron spaghetti,
- łyżka mąki pszennej,
- 2 łyżki śmietanki 18%,
- sól, pieprz,
- szczypta cukru,
- pół łyżeczki proszkowanej wędzonej papryki,
- olej rzepakowy lub słonecznikowy

Kurczaka kroimy w niewielką kostkę, oprószamy solą, pieprzem, mąką i obsmażamy na złocisty kolor. Zdejmujemy z patelni, wrzucając pokrojone w cienkie paseczki papryki. Smażymy na małym ogniu, czekając aż zmiękną. Dorzucamy mięso, groszek wcześniej zanurzony w gorącej wodzie. Śmietankę (około 3 łyżki) mieszamy z 2 łyżkami wody od gotowania makaronu i wędzoną papryką. Dolewamy mieszankę do warzyw i mięsa, mieszamy aż zgęstnieje. Dorzucamy gorący makaron, energicznie mieszamy i podajemy.

Proste, prawda?
danie bierze udział w akcji literatury na talerzu, 
organizowanej przez Maggie :)
 już zapomniałam jak to jest akcjować wspólnie....
Smacznego. Pa.



piątek, 21 września 2012

hasała świnka po polach Prowansji

Nazwa może śmieszna, ale tak postanowiłam nazwać to danie. Ugotowane z najlepszych jakie tylko znam pomidorów, oraz z podarowanej przez dobrego człowieka cukinii. Gatunku pomidorów nie znam, wiem tylko, że smakują mi bardziej, niż niezastąpione malinówki, a to już chyba dużo... Obiad gotowałam dla rodziców, cała trzęsąca, by im smakowało i nawet nawet, pochwalili. Co prawda nie wiem jak było na prawdę, ale muszę przyznać, że mi takie dania odpowiadają bardzo. Masa warzyw, mięsa tyle o ile, po prostu by fruwało troszeczkę, zioła i ryż. Poemat. Takie połączenie jest idealnym wejściem do jesiennego menu. Już ciepłe, w odróżnieniu od lekkich chłodnych sałat, sycące, najlepiej długo gotowane na niewielkim ogniu... Ja gotowałam dość szybko, i mięso z pewnością byłoby lepsze gdyby dać mu jeszcze godzinkę, no ale to już następnym razem. Gdy świnka hasać będzie z dedykacją dla Marcinku. Choć ostatnio chodzi za mną krupnik i grochówka, to na razie ich cięższe, rozgrzewające składniki muszą poczekać, dając miejsce pełnym najwspanialszych warzyw daniom, zamykającym w sobie moc letnich smaków, tyle, że na ciepło. Równie ciepło pozdrawiam, cała chorutka...

składniki

- 400g łopatki wieprzowej,
- ładna cukinia, zielona lub żółta,
-  1 żółta papryka,
- 2 dojrzałe pomidory,
- 3 połówki suszonych pomidorów,
- zioła prowansalskie,
- ząbek czosnku,
- sól, pieprz,
- ryż do podania, u mnie parboiled

Łopatkę kroimy w niewielkie kawałki i oprószamy solą i pieprzem. Smażymy chwilę na rozgrzanej patelni, by mięso się zarumieniło. Następnie dorzucamy paprykę, czosnek oraz cukinię. Pomidory sparzamy, suszone zaś zalewamy niewielką ilością wrzątku. Gdy papryka i cukinia zmiękną, dorzucamy pomidory pokrojone w kostkę, dolewając wodę z suszonych pomidorów. Gotujemy do zredukowania sosu, dosypujemy roztarte zioła. Podajemy z ryżem.

Smacznego. Pa.

środa, 22 sierpnia 2012

łagodne chińskie curry z wieprzowiną

Jestem przekonana, że rozgrzewające, korzenne przyprawy zbawiennie wpływają na nasze układy trawienne. Nie wiem, czy to prawda, czy tylko przekonanie na nas działa, ale faktycznie, aromatyczny, pełen przypraw obiad łagodzi nasze dziwne stany. To curry powstało w dniu, gdy Małżowinek z deka się pochorował. Nie było ani trochę ostre, by nie podrażnić jego poturbowanego żołądka i po zjedzeniu czuliśmy się jakby ktoś maścią dla niemowląt wysmarował nas od środka. Dziwne porównanie, wiem, może przynosić na myśl smak mydła w ustach, ale nie o to mi chodzi. Bynajmniej nie o smak. Kojąco i łagodnie, syto i ciepło. Oto jak w mojej opinii powinien działać obiad-balsam. 

Muszę przyznać, że na chińskie dania z dodatkiem curry zwykle - przeważnie w restauracjach - patrzyłam pobłażliwie. Postanowiłam sama spróbować, oddać nieco tej zarezerwowanej w mojej kuchni na dania hinduskie złotej magii. Wyszło bardzo dobrze, więc jeśli tak jak ja, macie mieszane uczucia do podobnych wariacji, spróbujcie. Będziecie miło zaskoczeni.

skladniki

- łopatka wieprzowa ok. 400g
- żółta papryka,
- marchew,
- pół szklanki mrożonego groszku,
- 2 pędy dymki,
- pełnoziarniste noodle (ja użyłam Blue Dragon, jednak wybór jest dowolny),

- łyżeczka łagodnego curry,
- sos rybny,
- mała łyżeczka octu ryżowego,
- mielona kolendra,
- szczypta mielonego imbiru,
- łyżeczka cukru,
- szczypta soli,
- łyżka mąki kukurydzianej

Mięso myjemy, osuszamy, kroimy na bardzo cienkie plasterki/paseczki. Podobnie traktujemy marchewkę i paprykę. Dymkę kroimy w słupki. Ze składników na marynatę tworzymy bazę do sosu. Obtaczamy w nim mięso, smażymy na rozgrzanym woku. Mięso zdejmujemy z ognia, na jego sokach i tłuszczu smażymy przez 4-5 minut marchew i paprykę. Dodajemy mięso, groszek, zagęszczamy mąką kukurydzianą rozrobioną z wodą. Łączymy z makaronem przygotowanym według instrukcji na opakowaniu, dorzucamy dymkę. Mieszamy energicznie. Zjadamy ze smakiem, bo inaczej chyba się nie uda :)

Smacznego. Pa.

poniedziałek, 18 czerwca 2012

kolorowe chilli z kiełbaskami

Ostre smaki pojawiają się u nas ostatnio rzadziej. Może dlatego, że wystarczająco gorącą mamy wokół siebie atmosferę i zamiast chilli potrzebujemy raczej gaśnicy, by stąpać po pewnym emocjonalnie gruncie... Ale ochota się pojawiła, trzeba było przypomnieć kubkom smakowym o wyraźnych smakach. Z zapasem papryk w lodówce zaplanowałam danie z kuchni tex-mex. Wyszło kolorowo, ciekawie, dość ostro, a to za sprawą przyprawy do chili con carne firmy Kotanyi Uwielbiam tego typu mieszanki, nie jakieś tam podłe fixy, w stylu 'dodaj tylko talerz i sztućce', ale po prostu ufiksowane przyprawy. W składzie samo dobro, niby to samo co dodaję do chilli, ale jednak ostrzejsze. I dobrze. Chilli, słodka papryka, kumin, pieprz zwykły i cayenne, oregano i - jedyne zastanawiające, choć nadal brzmiące całkiem naturalnie - włókno grochu. Smaki meksykańskich ulic się nam przypomniały, miłe ciepło w gardłach zostało i pewnie pojawi się przy kolejnej meksykańskiej uczcie. Mimo, że przyprawa stricte do chilli con carne, to w chilli a'la Ania tez się sprawdziło. Poza tym kiełbaski to tez carne :)

składniki

- 4 surowe białe kiełbasy,
- 1 cebula,
- żółta, czerwona i zielona papryka,
- puszka pomidorów, lub słoik zaprawianych ze spiżarni,
- puszka czerwonej fasoli,
- 2 łyżki przyprawy do chilli KOTANYI,
- szczypta gorzkiego kakao,
- łyżeczka cukru,
- sok z limonki,
-  ryż ugotowany na sypko


Kiełbaski tniemy nożem lub dla ułatwienia nożyczkami i podsmażamy na rozgrzanej patelni. Dodajemy pokrojoną cebulę, szklimy, następnie dorzucamy papryki. Gdy lekko się przyrumienią, polewamy pomidory i wrzucamy przyprawy. Gotujemy, lekko redukujemy. Na koniec gotowania dorzucamy fasolę i wyciskamy sok z limonki. Podajemy z sypkim ryżem.

Dziękuję firmie Kotanyi za paczuszkę z przemiłą zawartością...


Smacznego. Pa.

piątek, 16 marca 2012

sałatka z żółtego sera i grillowanych papryk

Dziś nie napiszę wiele... nie mam nastroju. I choć obiecałam sobie, że w moje pochmurne dni nie będę pisać, to może gdzieś ktoś teraz dysponując tymi samymi składnikami, rozpaczliwie szuka sałatki na poprawę humoru. Mi poprawiła. Jadałam ja zawsze będąc na zakupach w jednym z poznańskich domów handlowych. Wtedy dzięki niej zapominałam jak bardzo bolą mnie nogi, teraz pozwoliła mi nie myśleć o tym wszystkim, co zakurzyło mój całkiem optymistyczny charakter. Kalorii ma całkiem sporo, ale cóż począć ?!?

Jakiś czas temu odkryłam, że kosteczka żółtego sera działa podobnie jak kostka czekolady. I teraz w tym miejscu, publicznie, przepraszam wszelkie łagodne, miękkie żółte sery, za to, że nazywałam je Gumisiami. W tej prostej sałatce sprawdzacie się świetnie.

Moja culpa!


składniki (bez ilości...)

- łagodny żółty ser (u mnie Baby Gouda),
- grillowana konserwowa papryka (polecam tą z Lidla),
- jogurt,
- majonez,
- sól i pieprz

Ser kroimy w kostkę. Papryki osączamy i kroimy bądź w paseczki, bądź w kostkę. Majonez mieszamy z jogurtem, przyprawiamy, delikatnie łączymy z pozostałymi składnikami.

Smacznego. Pa.

czwartek, 8 marca 2012

tabuleh i zioła na dzień kobiet


'Dzień kobiet, dzień kobiet, niech każdy się dowie, że dzisiaj jest święto dziewczyyyyneeeek.
Uśmiechy są dla nich, zabawa
i taniec, piosenka z radia popłynie...'

W sumie chodziłam do przedszkola jeszcze nie tak dawno i albo nasze opiekunki wybierały bardzo trącące komuną piosenki, albo mimo płynącego czasu treści przedszkolnych pieśni nadal miały dziwny wydźwięk. Nie, wcale nie traktuję dzisiejszego dnia jak walentynek. Lubię odbierać telefony od najbliższych mężczyzn i słyszeć to 'najlepszego' wypowiedziane z uśmiechem, z przymrużeniem oka. Może rajstopki z kiosku i goździki otrzymane w dniu dzisiejszym byłyby nieco dziwne, ale na przykład bukiet pietruszki od pacjenta - na dodatek bez okazji, (bo dostałam go prawdę mówiąc kilka dni temu), wprawił mnie w niesamowita błogość. Nasi panowie są na prawdę wspaniali, a nasze święto bez nich nie byłoby takie samo.

Z otrzymanej pietruszki przygotowałam (poza ostatnim pesto) sałatkę tabuleh. Na bazie bulguru, z nieco niemrawymi warzywkami, za to z ukochanymi oliwkami kalamata. ciekawe kiedy ktoś napisze piosenkę na ich cześć...

składniki

- szklanka kaszy bulgur,
- 1 pomidor,
- 1 ogórek szklarniowy,
- 1 czerwona cebula,
- 1 czerwona papryka,
- garść natki pietruszki,
- szczypiorek (to moja inwencja)
- kilka listków mięty (u mnie brak niestety...)
- oliwa z oliwek,
- sok z cytryny,
- sól i pieprz do smaku

Bulgur zagotowujemy i odstawiamy pod przykryciem by zmiękł. Zazwyczaj potrzebuje więcej czasu niż cous cous. Gotowy studzimy. Pomidora parzymy i kroimy wraz z resztą warzyw i ziół. Dodajemy do kaszy. Skrapiamy oliwą i sokiem z cytryny, doprawiamy solą i pieprzem.

Smacznego. Pa.

wtorek, 25 października 2011

bagietka i rooibos na podły wieczór

Kto był bardziej załamany? Ja, czy ona, z(a)łamana na pół, samotnie leżąca w chlebaku? Nie wiem. Ale dostałam od Lidzi moją ukochaną rooibos, która poprawiła humor i mnie, i bagietce i teleskopom, które także były w podłym nastroju. Bywają sytuacje, z których nijak, nie da się znaleść dobrego wyjścia i każdy ruch spowoduje, że ktoś będzie niezadowolony. Po raz kolejny dowiedziałam się, jak mało jestem odporna na tego typu wstrząsy. Brodka śpiewa, że do wielu łez niewiele jej trzeba i ja chyba mam podobnie. Do tego gdy siedzę sama w domu i mam zbyt wiele czasu na myślenie, sytuacja się pogarsza. Dzięki Bogu za Lidzię i za rooibos :)

Jeśli kiedyś wpadnę w błędne koło jedzenia na pocieszenie, trudno. Ale na pewno nie będę wtedy smutna i głodna. Ewentualnie mniej smutna i najedzona. Wczoraj byłam smutna weekendem i najedzona tą oto bagietką. Smakowała bardzo, choć zawierała banalne składniki. I obskubane listki kolejnej załamanej - bazylii. Matko! Co za depresyjny post!!!!!!!!!!

składniki

- 1 długa bagietka,
- 1 ząbek czosnku,
- odrobina masła,
- ulubiona wędlina (u mnie podsuszana szynka),
- żółty ser (wymieszałam goudę i chedar - resztki z lodówki)
- czerwona cebula,
- strąk papryki konserwowej,
- pomidorki koktajlowe,
- liski bazylii

Bagietkę kroimy, smarujemy masłem i przeciśniętym przez praskę czosnkiem. Następnie układamy wędlinę, ser, pomidory, paprykę i cebulę. Wstawiamy na 20 minut do piekarnika z opcją grilla. Gorące dekorujemy bazylią i podajemy z ulubionym sosem (ziołowym, czosnkowym, innym...)

Smacznego. Pa.

środa, 14 września 2011

sałatka ryżowa po węgiersku

Podobno kto zjada sałatki, ten piękny i gładki. Ostatnio dopadł mnie sałatkowy bzik i muszę się nim z Wami podzielić. Na makaronowe jeszcze przyjdzie pora, gdy jesień rozsiądzie się na dobre, same listeczki już mnie nie cieszą, były dobre w lipcu, gdy upały sięgały zenitu. Tą sałatką cieszyliśmy się podczas wspólnych wieczorów ze znajomymi, oraz w pracce. Pożywna, chrupka, z wyraźnymi smakami ementalera i paprykowego salami. Dzięki nawet minimalnemu podduszeniu papryki, ci którym zjedzenie papryki 'przypomina się' jeszcze przez długi czas, mogą ją jeść spokojnie. Przepis pochodzi z Kulinarnych Podróży, z tomu poświęconemu kuchni Węgier. Ponieważ to jedna z moich ulubionych, szukając inspiracji na nowy smak sałatki, sięgnęłam po madziarskie dania jako pierwsze. I bingo! Miałam ochotę na sałatkę z ryżem i oto jest.



moja ulubiona fotografia z tej książki...


składniki

- 150g ryżu długozaiarnistego
- 2 łyżki oleju,
- 2 łyżki cebuli pokrojonej w kostkę (u mnie czerwona pokrojona w piórka)
- 300ml bulionu mięsnego (oooo nie! warzywnego!!!)
- sól,
- 1 łyżeczka papryki w proszku,
- czerwona i zeilona papryka (miałam tylko żółtą)
- 100g węgierskiego salami (nie było węgierskie. paprykowe, naszego producenta)
- 100g ementalera,
- 1 strąk pieprzu (to mnie zastanowiło... zmieliłam po prostu sporą ilość)
- 1 pęczek natki (garść wystarczyła, od siebie dodałam koperek)
- 100g kukurydzy z puszki

sos
- 3 łyżki majonezu,
- 100g kwaśnej śmietany,
- 2 łyżki ketchupu,
- 3 łyżki octu winnego z białego wina (1 łyżka jak dla mnie wystarczyła)
- sól i pieprz

1. Rozgrzej w garnku olej, i podduś cebulę. (pominęłam, lubię chrupką, czerwoną cebulę). Dodaj ryż i lekko podsmaż na Średnim ogniu. Posyp papryką w proszku i zalej bulionem.
2. Doprowadź do wrzenia i gotuj przez 20 min pod przykryciem na małym ogniu. Odstaw do ostygnięcia.
3. Salami i ser pokrój na paszeczki. Tak samo papryki. Drobno posiekaj natkę (i koperek), dodaj pieprz. Dodaj kukurydzę i wymieszaj wszystko z ryżem.

Sos: Majonez połącz z ketchupem i śmietaną. Dopraw octem, solą i pieprzem. Wymieszaj z ryżem, (tak by sos był tylko niewielkim dodatkiem i spoiwem sałatki). Odstaw na co najmniej 30 min.

poniedziałek, 25 lipca 2011

Ajvar. Kalamata. Moje miłości.


Makaron z Ajvarem

Ajvar zaraz po ketchupie ma swoje stałe miejsce w mojej lodówce. Ketchup nieodwołalnie jest na pierwszym, właściwie odkąd pamiętam. Nie nosze co prawda małej saszetki w torebce jak bohaterka 'Rozmów nocą' (swoją drogą polecam ten film. Nasza produkcja, ale bez boskich apartamentowców i kabrioletów zastępujących rowery. Prawdziwy, udany. Dobry.) Ale wracając do tematu. Lubię Ajvar za to, że jest i już. I teraz pojawia się problem. Lubię i co dalej? Zazwyczaj wyjadam go ze słoika paluchami albo smaruję kanapkę z ulubionym żółtym serem. Ale można przecież inaczej! Co powiecie na sos mięsny do makaronu z Ajvarem? Pomysł podsunęła mi Shinju , dziękuję, jestem wdzięczna za zdjęcie klapek z oczu i ze słoiczka z tym paprykowym dobrem.

Danie jest wspaniałe, szybkie, sos nieco przypominający bolognese, jednak jego kwintesencją jest smak papryki. Jakby dobroci było mało, do całości dolałam troszkę wody z greckich oliwek Kalamata. Dacie rade? Nigdy przedtem nie dodawałam tego - możnaby powiedzieć produktu wtórnego. Ale warto! Z oliwek Kalamata tymbardziej. Są dla mnie jak złoto. Cenne jak żadne inne. Mam je nawet w ramce w kuchni. Szalona. Pppprrrrrrrr!!!!!!!



składniki

- 500g mięsa mielonego (u mnie indyk),
- słoiczek pasty Ajvar (wybrałam łagodną),
- około 5 suszonych pomidorów,
- oliwki Kalamata + woda, z innymi też pewnie się da :)
- cebula,
- 1 ząbek czosnku,
- ulubiony mały makaron
- oregano, bazylia,
- sól i pieprz do smaku

Cebulę szklimy na oliwie, dodajemy mięso opruszone solą i pieprzem. Gdy mięso się podsmaży dodajemy namoczone w wodzie pomidory (pokrojone, rzem z wodą) i pastę Ajvar. Gotujemy linka minut, gdy płyn wyparuje dodajemy wodę z oliwek i zioła. Mieszamy z ugotowanym w międzyczasie makaronem. Podajemy z Kalamatami. Albo innymi ulubionymi.

Smacznego. Pa.



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...