środa, 2 marca 2011

Smaki życia - krem pomidorowo bazyliowy


- ...i to by było mało. Do tego dochodzi cukrzyca. Pokażę jak mi już stopę zjadło.
- Nie nie, ma takiej potrzeby. Wierzę na słowo.
- A jak mi przepuklina wyskoczyła? Zaraz pokażę, takiego przypadku na pewno panienka nie widziała. Młoda, zdrowa...
Hanka cierpliwie słuchała, cała droga do domu kosztowała ją wiele cierpliwości, ale jak nie wysłuchać kobiety, która pewnie nie ma komu opowiadać. Podróż PKSem uwolniła ją od błądzenia po remontowanym dworcu kolejowym, jednak teraz, po trzech godzinach słuchania o wszystkich schorzeniach świata, najchętniej zmieniłaby przedział i obserwowała w spokoju chmury. To lubiła robić najbardziej. A tutaj nie dość, że spokoju nie ma, to jeszcze miejsce od wewnętrznej strony autobusu. Gdy w końcu przyjechali do Poznania, z ulgą stanęła na dworcu, machając jeszcze starszej Pani, która tak żałowała, że Hanka nie jedzie dalej.
- Uff, nareszcie w domu. I nawet słońce mnie wita, wspaniale! – myślała, czując że miasto wita ją jakby miała dziś urodziny. Tramwaj podjechał niby specjalnie dla niej. Jadąc widziała wielkie reklamy krzyczące kolorami. Uśmiechały się do niej zbyt równymi i nadto białymi zębami. 
- Nie szkodzi. Ważne by zaraz znaleźć się w domu. - Dochodząc do kamienicy, do uszu Hanki dobiegły dźwięki muzyki. Czyżby Wiktor pracował? Nie, to Romowie z gitarami grają pod oknami. Ich śpiew chwytał za serce. Wrzucając resztę drobnych z wyprawy do cygańskiego kapelusza, Hanka weszła do kamienicy. Nabrała w płuca specyficzny zapach starych mokrych budynków, który bardzo lubiła i już czuła że jest w domu. Pobiegła na górę, pukając w drzwi Wiktora, bo dzwonek nie działał chyba już od zawsze. – Dziwne. O tej porze Wiktor zwykle był u siebie, no nic, z pewnością zaraz wróci. W końcu mógł mieć coś bardzo ważnego do załatwienia.- I tak siedząc pod drzwiami, Hanka myślała o tym co może przynieść kolejny tydzień. Do tematu Warszawy wolała nie wracać, zresztą jak mawia babcia Weronika nie ma sensu myśleć o przeszłości, bo ona już na nas nie czeka. Hanka mogła myśleć godzinami. W domu, pracy, wszędzie. Nawet nie zauważyła, kiedy minęły dwie godziny. Gdy w końcu postanowiła wykorzystać czas oczekiwania na sąsiada i zaczęła szukać fioletowego notesu z przepisami, usłyszała kroki na schodach.
- Haniu? Jesteś tam?
- Jestem jestem , nie pędź tak.
- Przepraszam. Długo tu siedzisz?
- Nie wiem, może pół godziny. – skłamała, by nie wpędzić Wiktora w poczucie winy. – - Wejdź. Zabierzemy twoje klucze i pomogę ci z tą walizką. Strasznie mi głupio, że czekałaś tu na klatce. Musiałem wpaść do babci, pokręcona historia…
- Nic, nic. A, słuchaj. Pamiętałeś o Coco? – Jednak Wiktor zakłopotany udał, że nie słyszał. Hanka weszła do mieszkania, omijając kłębowiska kabli i przeróżnych naszpikowanych guzikami maszyn. Nie miała pojęcia jak on się w tym wszystkim odnajdywał. Szukanie kluczy zajęło mu dobrych pare chwil.
– Yy, przepraszam za bałagan. Wiesz, nieczęsto mnie ktoś odwiedza. Pyzatym w weekend nagrywałem. Musiałabyś zobaczyć minę sąsiadki z dołu jak mnie dziś rano mijała. Chyba już mnie nie lubi. No dobrze, są i klucze, możemy iść.
Gdy Hanka otwierała drzwi do mieszkania, a Wiktor wniósł jej bagaże, poczuła jak miło mieć przy sobie bratnią duszę. Choć on najprawdopodobniej nie wiedział, że takową bratnią duszą jest, jednak teraz nie miało to większego znaczenia. Ważne, że był. W mieszkanku, maleńkim jak orzeszek, Hanka natychmiast popędziła do kuchni. – Witam Cię Coco, widzę, że Wiktor o ciebie zadbał. – Haniu, Ty poważnie z nią rozmawiasz? To jest paproć. – Tak, uważam, że rośliny czują. Zresztą ta bazylia też czuła. – Wskazała palcem na zwiędłe listki. Chłopak miał minę wyrażającą największe ubolewanie, jakie Hanka kiedykolwiek widziała.– No już trudno. Siadaj. Co prawda na zakupach jeszcze nie byłam, ale mam pomysł.
Hanka wyjęła puszkę pomidorów z szafki i uśmiechnęła się szatkując zieleninę. Myślała o tym, jakie to szczęście, że Coco jest cała i zdrowa. A Wiktor? Jest mu chyba faktycznie przykro, bo ta jego mina… Musi mieć wielkie serce.




Krem pomidorowo bazyliowy

- puszka krojonych pomidorów,
- 2 ząbki czosnku,
- mała cebula
- oliwa,
- garść listków bazylii,
- sól i świeżo mielony pieprz,
- szczypta słodkiej papryki,
- szczypta cukru,
- ewentualnie grzanka z serem


Na rozgrzanej oliwie podsmażamy cebulkę, następnie wlewamy pomidory. Doprawiamy solą i pieprzem. Przeciskamy przez praskę czosnek i gotujemy około 10 minut. Dorzucamy bazylię i miksujemy na krem. W czasie miksowania zupa z czerwonej zrobi się pomarańczowa, cudny kolor… Zupę w postaci kremu gotujemy jeszcze około 5 minut. Podajemy z grzanką lub z innym ulubionym dodatkiem.

Smacznego. Pa.

Już wkótce ciąg dalszy opowieści na blogu Smaczny Dom (LINK) ...

5 komentarzy:

Kubełek Smakowy pisze...

Uwielbiam. Robię podobnie, twierdząc, że jest to zupa, czemu domownicy nie chcą dać wiary żądając pomidorowej z kluseczkami, albo ryżem. Pomidory+czosnek+bazylia+oliwa+grzanka = niebo na podniebieniu.

vanilla pisze...

co prawda to prawda.... u mnie toćka w toćkę to samo.... a koperek? a kluseczki??? ahhh co my z Nimi mamy ;)

mollisia pisze...

Jak już pisałam w Smacznym Domu, ucieszyłam się, gdy pojawił się kolejny odcinek. Ale to jeszcze nie dziś napiszę o Hani i Idze. Dopiero po kolejnym w Smacznym Domu ocineczku :)

jedno jest pewne - znam to doskonale: panie, które muszą światu powiedzieć, jak to los nie obszedł się z nimi zbyt łaskawie...z tym, że ja to mam w kolejkach do lekarza.

A co do kremu: uwielbiam to połączenie: pomidory, bazylia, czosnek. Jedno wielkie MNIAM! :D Pozdrawiam cieplutko!

vanilla pisze...

Miło, że ktoś chętnie czyta. Pozdrawiamy równie cieplutko, jako 'my' i jako Hania z Igą

pobite gary pisze...

zupa pomidorowa jest dobra na wszystko:) ja do swojej dorzucam świezego chilli zeby dodac sobie energetycznego 'kopa'. pozdrawaim! pobitegary.tumblr.com

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...