Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mięta. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mięta. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 6 sierpnia 2012

koktajl melonowo miętowy

Upały wciąż nie odpuszczają. I dobrze, ja z moim kiepskim krążeniem i tak mam ciągle zimne ręce. Niedługo przyjdą chłody i wtedy będziemy wspominać te piękne letnie dni otuleni szalami, z tęsknotą schowaną w ciepłych pluszowych skarpetach. Dzisiejszy post będzie połączeniem tego ciepłego pluszu i mięty na ochłodę w dzisiejszy upał. 
Kupiłam piękny melon, (pięknego melona???) ale co tu kryć. Daleko mu było do tych pysznych jedzonych podczas wakacji w cieplejszych miejscach. Nie wiem skąd przyleciał, ale smakował tak, jakby ktoś go porządnie wypłukał  i część jego cudownego smaku popłynęła razem z wodą. Zmiksowałam go z odrobiną brązowego cukru i miętą cytrynową. W tej wersji melon jakby odżył, smakował idealnie, podrasowany miętą. A to orzeźwienie? Ah, boskie. Nie napiszę, że miałam wrażenie jakbym stała pod wodospadem, bo takie teksty raczej mi pasują w reklamach środków do czyszczenia toalet, ale wewnętrzny chłodek trwający długo po wypiciu - o tak. Tak właśnie orzeźwia ten koktajl.


A teraz obiecany plusz. Ciepełko. Nie wiem czy znacie głos i talent Leny Romul, ale jeśli nie, warto go poznać. Dziewczyna brała udział w którymś z programów śpiewająco promującym. Koncert na którym byłam był świetny. W babskim gronie, każda nutka z łykiem drinka wypełniała nas błogością i uczuciem otulenia jak robaczek w kokonie. Brawo Lena, śpiewaj, graj, rób swoje! A teraz przepis...

składniki

- żółty melon,
- woda mineralna,
- mięta cytrynowa,
- sok z cytryny,
- łyżeczka brązowego cukru

Melon kroimy i miksujemy z cukrem. Papkę przelewamy do dzbanka, uzupełniając wodą. Wrzucamy dowolną ilość mięty cytrynowej, dorzucamy lód. Przed podaniem odczekujemy około 15 minut, przed nalaniem do szklanki mieszamy energicznie.

Smacznego. Pa.

czwartek, 8 marca 2012

tabuleh i zioła na dzień kobiet


'Dzień kobiet, dzień kobiet, niech każdy się dowie, że dzisiaj jest święto dziewczyyyyneeeek.
Uśmiechy są dla nich, zabawa
i taniec, piosenka z radia popłynie...'

W sumie chodziłam do przedszkola jeszcze nie tak dawno i albo nasze opiekunki wybierały bardzo trącące komuną piosenki, albo mimo płynącego czasu treści przedszkolnych pieśni nadal miały dziwny wydźwięk. Nie, wcale nie traktuję dzisiejszego dnia jak walentynek. Lubię odbierać telefony od najbliższych mężczyzn i słyszeć to 'najlepszego' wypowiedziane z uśmiechem, z przymrużeniem oka. Może rajstopki z kiosku i goździki otrzymane w dniu dzisiejszym byłyby nieco dziwne, ale na przykład bukiet pietruszki od pacjenta - na dodatek bez okazji, (bo dostałam go prawdę mówiąc kilka dni temu), wprawił mnie w niesamowita błogość. Nasi panowie są na prawdę wspaniali, a nasze święto bez nich nie byłoby takie samo.

Z otrzymanej pietruszki przygotowałam (poza ostatnim pesto) sałatkę tabuleh. Na bazie bulguru, z nieco niemrawymi warzywkami, za to z ukochanymi oliwkami kalamata. ciekawe kiedy ktoś napisze piosenkę na ich cześć...

składniki

- szklanka kaszy bulgur,
- 1 pomidor,
- 1 ogórek szklarniowy,
- 1 czerwona cebula,
- 1 czerwona papryka,
- garść natki pietruszki,
- szczypiorek (to moja inwencja)
- kilka listków mięty (u mnie brak niestety...)
- oliwa z oliwek,
- sok z cytryny,
- sól i pieprz do smaku

Bulgur zagotowujemy i odstawiamy pod przykryciem by zmiękł. Zazwyczaj potrzebuje więcej czasu niż cous cous. Gotowy studzimy. Pomidora parzymy i kroimy wraz z resztą warzyw i ziół. Dodajemy do kaszy. Skrapiamy oliwą i sokiem z cytryny, doprawiamy solą i pieprzem.

Smacznego. Pa.

niedziela, 29 stycznia 2012

sernik na zimno z miętą i pierwszy dylemat weselny

Zaczyna robić się baaardzo ciekawie. Muzyka na weselu to temat jakby nie patrzeć bardzo obszerny. Kilka godzin zabawy, ale przepisów na nią - cała masa. Nie będzie kapeli. Zastąpią ją jegomość za konsoletą i wodzirej. A tak po prostu lubimy bawić się przy oryginałach. Źle? No bo jak... jeśli pan Eda bezkonkurencyjnie wykonuje Santanę, to czy 'Kawiarenki' albo 'Wyszłam za mąż zaraz wracam' też wykona z tym samym polotem? Pozwolę sobie wątpić... I nie zrozumcie mnie źle. Nie mam nic przeciwko kapelom weselnym. Po prostu gdy kiedyś na weselu 'Nikitę' Eltona Johna (sir Eltona Johna w ramach ścisłości) rozpoznałam dopiero przy refrenie, to na prawdę - mam pełne prawo do wyboru oprawy muzycznej wedle własnych upodobań. Znaczy się naszych. I tym samym sposobem pobawi się i Babcia (a bawiła się w Sylwestra do 6 rano, więc wiem co piszę) i kuzyn który niby z przymrużeniem oka ale z nadzieją w głosie pyta o kropeczki, majteczki i inne żony moje. Poza tym klimaty Ricka Astleya, Boney M. i Barrego Manilowa są naszym zdaniem absolutnie niezbędne. Ma być oldschoolowo i już!

Dziś polecam serniczek na zimno mojej mamy. Wspaniały, bez paczkowych gotowców i z wspaniale odświeżającą cały deser miętą.


składniki

- 2 serki homogenizowany (250g),
- mała śmietana kremówka,
- cukier puder,
- łyżeczka żelatyny,
- galaretka owocowa,
- dostępne owoce - u nas rozmrożone aronie i wiśnie
- biszkopty,
- kilka listków mięty,
- kawa z alkoholem (wiśnióweczka będzie dobrze pasować do owocowej galaretki)

Naczynie wykładamy biszkoptami i namaczamy kawą z alkoholem. Kremówkę ubijamy z cukrem pudrem, łączymy z serkiem i namoczoną żelatyną. Wykładamy na biszkopty. W międzyczasie gotujemy wodę na galaretkę (trochę mniej niż podaje producent). Na lekko tężejący serniczek wykładamy owoce i listki mięty. Schładzamy w lodówce. Gdy galaretka będzie już chłodna i lekko gęsta wylewamy ją na (równie lekko tężejący już) serniczek. Chłodzimy przez kilka godzin w lodówce. Mięta dodaje wspaniałego smaku i aromatu, baaardzo polecam.

Smacznego. Pa.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...