Pokazywanie postów oznaczonych etykietą film. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą film. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 4 grudnia 2012

KONKURS z filmem 'Niebo w gębie'



Nie ma to jak ciepły kocyk, wyłączone telefony i lekki francuski film. Szczególnie film taki jak 'Niebo w gębie'. Z okazji zbliżającej się premiery, oraz oczekiwanych nie tylko przez dzieci Mikołajek, zapraszam Was na konkurs, w którym można wygrać płytę DVD z równie wysmakowanym, na prawdę prześmiesznym filmem 'Przepis na miłość'.







Film ukaże się w kinach już 7 grudnia, a że podczas Food Film Fest zdobył masę pozytywnych opinii, zachęcam Was, wybierzcie się, zapewniam, że będzie to dobrze spędzony czas. Aby wygrać nagrodę, wystarczy


wymienić 5 rodzajów francuskiego sera.

Każda z osób która dośle poprawne odpowiedzi, weźmie udział w losowaniu trzech płyt. Mój adres to 
nuovana@gmail.com, a na odpowiedzi czekam do 7 grudnia 2012, do północy. Czas start!!!


a oto zwiastun do  filmu, który możenie wygrać. Bon appétit!


sobota, 1 grudnia 2012

bezmięsne curry z jajkiem i 'życie pi'

Zastanawiałam się co ugotować, by było bezmięsnie, ale sycąco. Pomyślałam o jajkach i o czymś w hinduskim stylu, curry mile rozgrzewającym nasze brzuszki. Curry które powstało, było moim obrazem namalowanym od A do Z, przyznaję, że byłam całkiem dumna z efektów. Jedynym błędem jaki popełniłam, było zbyt długie 'moczenie' jajka w gorącym sosie, przez co jak widzicie lekko mi zieleniało z gorąca. Następnym razem wrzucę do sosu jajka na pół miękko, z nadzieją że środek żółtka pozostanie minimalnie płynny.  Kochamy z Marcinku takie dania, nie mogę się doczekać kiedy trafimy do hinduskiej knajpki z prawdziwego zdarzenia, by spróbować nowych smaków w cudzym wydaniu, by poszerzyć moje kulinarne horyzonty.

Wiecie? Bardzo żałuję, że w kinach ukazuje się tak niewiele ekranizacji książek które wywarły na mnie olbrzymie wrażenie. Może zbyt surrealistyczne fikcje Jonathana Carrola są zbyt ciężkie do nakręcenia, ale reszta? W końcu czytam nie tylko jego książki. Bardzo cieszę się, że wkrótce zobaczymy 'Życie Pi', pióraYanna Martela. To jedna z moich ulubionych książek, odbiła się w mojej wyobraźni niezwykłą ilością barw. W zwiastunach widziałam podobne kolory, tym bardziej czekam na film z olbrzymią nadzieją, że po raz pierwszy dorówna on książce. Nie wiem czy taka sytuacja jest w ogóle możliwa, już niedługo się przekonamy. A wszystkim tym, którzy książki jeszcze nie znają, polecam gorąco. Filozoficzna historia o chłopcu przemierzającym wody oceanu, z olbrzymim tygrysem na pokładzie łodzi. Nierealne, jednak jeśli lubicie takie nierzeczywiste klimaty, przeczytacie z zapartym tchem. Historia o strachu, woli życia, przyjaźni człowieka z wielkim dzikim kotem, słowem syrop z ludzkich emocji, słabych i mocnych stron. Może dziecko we mnie ukryte jest większe niż myślałam, bo baśniowe książki nigdy mi się nie nudzą. Być może faktycznie powinnam czytać 'Chłopów' i inne polskie dzieła, ale chyba jeszcze nie dorosłam. Sorry...




przepis na pyszne bezmięsne curry z jajkiem

- jajka, po 1 na osobę,
- żółta fasolka szparagowa,
- 1 cebula, 
- 2 ząbki czosnku,
- 4 dojrzałe pomidory (na obecną porę roku lepiej wybrać pomidory w puszce),
- ulubiony ryż,
- 2 kuleczki ziela angielskiego,
- liście curry, (suszone)
- klarowane masło,
- 1 łyżeczka  kuminu, kolendry, kurkumy, chilli, sól.

 Dodałam jeszcze łyżeczkę curry, myślę jednak, że w tych smakach można dowolnie eksperymentować z ulubionymi przyprawami. Wypróbowałam też z garam masalą...

Ryż gotujemy wg przepisu na opakowaniu, z solą i zielem angielskim. Cebulę i czosnek rozdrabniamy malakserem, by uzyskać efekt tartej papki. Na klarowanym maśle chwilę smażymy przyprawy, bez liści. Dorzucamy cebulę i czosnek, smażymy około 5 minut. Następnie dorzucamy fasolkę, trochę wody i gotujemy na pół twardo. Teraz dodajemy pomidory i gotujemy do zredukowania. Do gorącego sosu, już po skręceniu ognia wkładamy na 5 minut jajka, by ich wierzchnia warstwa białka zmieniła kolor i smak. Podajemy z kolendrą lub natką i ryżem.

Smacznego. Pa.


piątek, 23 listopada 2012

orzechowe palmiery z miodem + francuskie kino

Takie oto rumiane palmiery upiekliśmy razem z Marcinku. Wspólny czas w kuchni jest dla mnie niezwykle ważny, sprawia, że otwiera się między nami dodatkowy kanał porozumienia. Co prawda Marcinku gotuje coraz rzadziej, ale pamiętam jego dania którymi raczył mnie na początku naszej znajomości. Pewne smaki w nas zostają, choć nie miewamy ich w ustach przez długi czas. Może dlatego smaki dzieciństwa tak trudno odnaleźć? Produkty się zmieniają, ziemia rodzi inne owoce, i stąd te różnice? Nie wiem. 

Zostawię to jednak, bo chcę Wam dziś przedstawić ciekawy film. Francuski, świetnie obsadzony. No i niełatwy. Reżysera raczej teatralnego, który od czasu do czasu kręci wspaniałe filmy. 'Zagubieni w miłości' opowiada o bardzo ciężkiej relacji młodych ludzi, których związek nie daje ani krzty wytchnienia, normalności. Jest pokręcony i duszący, jednak jedyny jaki bohaterowie potrafią zbudować. To baza. tak jak ciasto francuskie w naszych ciasteczkach. Nawiązując do tytułu zaczynamy rozumieć kolejne wątki filmu. Daniela - przed momentem wspomnianego bohatera nachodzi obsesyjnie zakochany w nim, chory psychicznie mężczyzna. Zagubiony w miłości, jak najbardziej. Ale to dzięki niemu dowiadujemy się o kolejnym zagubieniu. W miłości między Danielem a jego ojcem. Sporo tych wątków, dzięki tej wielowątkowości każdy opowie ten film na swój sposób, tego jestem pewna. Gdyby było Wam za ciężko, zachęcę Was piosenką ze sceny końcowej...


składniki

- ciasto francuskie,
- około 20 orzechów włoskich,
- 2 łyżki miodu,
- 1 jajko



Ciasto rozkładamy na płasko, smarujemy przygotowaną pastą ze zmielonych orzechów do której na końcu dodajemy miodu. Ciasto tniemy na około centymetrowe paseczki - by paseczki były krótsze, ale było ich więcej - nie odwrotnie. Zawijamy z dwóch stron, y powstały ładne 'okularki'. Układamy na papierze do pieczenia, smarujemy osłodzonym cukrem pudrem, rozkłóconym jajkiem. Pieczemy około 15 minut w bardzo gorącym piekarniku.

poniedziałek, 20 sierpnia 2012

clafoutis z malinami i francuskie kino

Jakiś czas temu obiecałam, że pojawi się seria dań  kuchni francuskiej, wraz z którymi napiszę kilka słów o moich ulubionych filmach. Co ja mówię, o naszych. Bo prawda, przepadliśmy bez reszty. Francuskie komedie i obyczaje, zarówno stare jak i te nowsze są naszymi ulubionymi. Długo się zastanawiałam od którego zacząć, w końcu wybór padł na 'Jeszcze dalej niż północ', reżyserii Danego Boona który także gra w tym filmie. Będę wypatrywać kolejnych jego filmów, lub tych z jego udziałem, bo jest wyjątkowy. Żaden z niego Marlon Brando, ale ma w sobie coś co od razu wywołuje uśmiech na mojej buzi. Oto trailer (klik), w którym jednak nie pokazano ani najzabawniejszych ani wzruszających momentów. Od siebie powiem tylko tyle, że bohater udając niepełnosprawnego, licząc na to, że zostanie przeniesiony na wybrzeże, został ukarany przeniesieniem w najmniej obiecujący region. I co się okazuje? Ta kara była najlepszym co mogło mu się przytrafić. Zyskuje wspaniałych przyjaciół, którzy pomagają mu w małym oszustwie. No i te pijackie jazdy rowerem, ha, bezcenne. Zobaczcie sami, na prawdę warto. Nie bez przyczyny film został okrzyknięty we Francji mianem kultowego.




składniki
- 500g świeżych lub mrożonych mali (w oryginale wiśni),
- 2 łyżki drobnego cukru i trochę do podania,
- 2 łyżeczki nalewki malinowej (w oryginale wiśniaku),

- 100g mąki,
- szczypta soli,
- 3 jajka,
- 1 żółtko (pominęłąm, nie lubię zostawać z białkami),
- 6 łyżek cukru
- 6 kropli ekstraktu waniliowego,
- 150ml mleka,
- 150ml śmietanki kremówki,
- 75g masła

Maliny wymieszać z cukrem i nalewką. Odstawić na godzinę, by nabrały aromatu, Formę wysmarować masłem i przesypać cukrem, dzięki czemu ciasto uzyska skórkę. Piekarnik nagrzać do temp. 180 stopni. Mąkę z solą wsypać do miski, dodać jajka, żółtko, ekstrakt. Delikatnie ubić trzepaczką, dodać mleko i śmietankę. W małym rondelku roztopić masło, a gdy to nabierze złotego koloru dodać do ciasta. Cóż. Ja rozpuściłam moje po prostu w mikrofali... maliny wysypać na formę, zalać rzadkim ciastem i piec około 30-35 minut. Przed podaniem posypać cukrem i jeść koniecznie ciepłe.


Przepis pochodzi z książki Raymonda Blanc'a.
 To prezent od męża, przyznaję, że bardzo trafiony.
Polecam książki wydawane przez  BBC books.


Smacznego. Au revoir.

wtorek, 13 marca 2012

prosty mieszany chleb drożdżowy

Podejść do pieczenia chleba było kilka. Było kilka małych, udanych i uśmiechniętych i duże kilka, tych z histerią, łzami w oczach i całym złem tego świata. Po tych nieudanych niby się poddaję. Niby, bo za jakiś czas znów zza rogu wyskakuje pomysł na chleb i choćby nie wiem co - upiekę. Najmilsze jest wtedy to, że mimo chowanych w pamięci moich lamentów i smaku niewydarzonego chleba (czasem nawet brak smaku, bo ze środka wypieku zionie jedna wielka dziura...) Marcinku potrafi mnie dopingować. Nie mówi 'to wiesz co? ty sobie usiądź i poczekaj aż ci przejdzie - ja skoczę po bułki'. Co to to nie! On wtedy widzi sporą szansę na powodzenie i dzięki temu mam więcej ochoty by mimo wszystko nadal próbować. W końcu kiedyś nauczyć się trzeba! Ten przepis nie wymaga zakwasu, a upieczony chlebek ma cudne dziury i jest cudownie wilgotny.

A propos tego co widzi On i co dzięki niemu widzę ja, polecam 'Zakochani widzą słonie'. Duński film, który na prawdę warto zobaczyć. Ukazuje historię dwojga młodych ludzi, niezbyt mocno stąpających po ziemi - albo inaczej ujmując - zupełnie nieodpowiedzialnych i nie przygotowanych do dorosłego życia. On zarabia grosze, większość czasu spędza na naprawie swojego starego auta lub maluje graffitti. Ona, pracuje w piekarni, eksperymentuje z używkami i totalnie nie ma na siebie pomysłu. Pewnego dnia ich drogi się krzyżują i w wyniku kilku spotkań i o dziwo pewnej nici porozumienia, okazuje się, że zostaną rodzicami. Co dalej? Może moje streszczenie brzmi infantylnie, jednak film jest na prawdę ciekawy.
Gdy my go widzieliśmy, działało jeszcze Kino Malta w Poznaniu. Zwykłe krzesła, ekran na sporej wysokości i przerwa w trakcie projekcji. Strome schody prowadzące na salę i kasa w której można było kupić plakaty z wielu kultowych filmów. Szkoda, że nikt już nigdy nie zobaczy tam ani tego, ani wielu innych filmów. Szkoda...



Łatwy mieszany chleb dla opornych

- 100 g mąki żytniej,
- 300 g mąki pszennej,
- 1,5 łyżeczki soli,
- 2 gramy drożdży,
- 250 ml letniej wody,
- garść płatków owsianych


Wszystkie składniki wymieszać w misce. Przykryć i zostawić na 12-18 godzin. Najlepiej wymieszać wszystko wieczorem i upiec następnego dnia po południu.Formę długości około 30 cm wysmarować, wysypać owsianką. Przełożyć ciasto, wierzch oprószyć mąką, odstawić do wyrastania na około godzinę. Rozgrzać piekarnik do 230 stopni. Na dno piekarnika wsypać kilka kostek lodu. Chleb posypać owsianką i wstawić delikatnie do piekarnika. Piec 10 minut po czym zmniejszyć temperaturę do 160 stopni i piec godzinę.

poniedziałek, 5 marca 2012

sałatka brokułowa Izabelli


Dziś chciałam opowiedzieć o moim podziale sałatek. Myślę, że taki podział każdy z nas ma. Tak więc są sałatki ulubione - u mnie np. grecka albo z selerem, sałatki przyprawione wspomnieniami domu rodzinnego - jarzynowa lub śledziowa z zielem angielskim. Później takie podawane przez znajome na imprezach - niby wyglądają, ale czasem boję się próbować, no i sałatki niejadalne - zazwyczaj na wagę w marketach, zawierają dziwnego pochodzenia składniki (nie żeby z Marsa, ale może z kosmicznego wysypiska), zmęczone życiem i konserwantami. Te ostatnie są straszne. Nie wiem czy w ogóle ktoś je kupuje. Jeśli kupuje, to chyba nic nie kapuje.

Tą, pełną witamin i flawonoidów sałatkę pierwszy raz jadłam u Izy. Iza jest moim oknem na świat książki i filmu. Wie co warto przeczytać, a gdy wspólnie komentowałyśmy swoje odczucia po seansie 'Melancholii" okazało się jak inne perspektywy można przybrać w kontekście jednego filmu. Niesamowite. Iza jest kolorowym misiem, którego jeśli mnie czyta, pozdrawiam serdecznie! Sałatka z serii - u znajomych, która po prostu nas zachwyciła! Były w niej wszystkie lubiane przeze mnie składniki, nie dodałam jedynie ogórka (kiszony? konserwowy? nie pamiętam...) a pieczarki zamiast podsmażać blanszowałam wraz z brokułem. Niebo w gębie. Sałatka nad sałatki. Polecam!!!

składniki

- bukiet brokułów,
- 1 czerwona cebula,
- kilka małych pieczarek,
- puszka kukurydzy,
- ser pleśniowy ( u mnie naturalny camembert Turek),
- sok z cytryny,
- sól, pieprz

Brokuł dzielimy na różyczki i gotujemy w osolonym wrzątku. Uwaga, by nie rozgotować! Ja zazwyczaj sprawdzam co chwila jak warzywo się miewa. Pod koniec gotowania na jakieś 5 minut dodajemy plasterki pieczarek. Odcedzamy, studzimy. Cebulę kroimy na cienkie plasterki, dodajemy kukurydzę i ser pokrojony w kosteczkę. Mieszamy wszystkie składniki, przyprawiając solą, pieprzem i sokiem z cytryny. Ja całość polałam dodatkowo sosem jogurtowym.

Smacznego. Pa.

poniedziałek, 16 stycznia 2012

smażony ryż z pieczarkami i Kazuo Ishiguro

Zazwyczaj mówimy, że film nie jest w stanie dorównać książce, na podstawie której został nakręcony. No i najczęściej mamy rację, chyba wszyscy się ze mną godzą. Ale jest jeden taki zestaw, który i w na ekranie i w wersji papierowej w dłoni, bardzo mnie poruszył. Chodzi mi o...

'Nie opuszczaj mnie' Kazuo Ishiguro

i wcale nie było tak, że najpierw widziałam film, dzięki czemu nie rozczarowałam się ekranizacją. Najpierw była książka. Na którą szczerze mówiąc trafiłam szukając czegoś zupełnie innego. Liczyłam, że znajdę kolejny opis klimatycznych miast Japonii. I co? Okazało się, że w książkach autora wychowanego w Wielkiej Brytanii, bardziej wyczuwalny jest aromat popołudniowej herbatki, niż kwiatu kwitnącej wiśni. Nie żałuję, jestem oczarowana tym, co ukazał. Nie chcę pisać o czym dokładnie mówi książka i apeluję - nie szukajcie recenzji na forach książkowych, bo zepsujecie sobie cały sens czytania książki. Od siebie powiem tylko, że to historia dzieci żyjących w przedziwnej szkole z internatem, z której nikt nigdy nie wychodzi, a tajemnicza kobieta która je odwiedza zdaje się unikać ich wzroku i dotyku jak ognia, jakby się ich bała. Dzieci dorastają, borykają się z typowymi dla swojego wieku problemami i dodatkowo szukają odpowiedzi na pytanie dlaczego ich życie musi wyglądać właśnie TAK. Myślę, że sztuką było ukazanie tego, co bardziej pasuje do roku 2134 niż do dnia dzisiejszego.



Co do filmu, role Carey Mulligan i Keiry Knightley wspaniale ukazały to, co działo się w psychice jednej i drugiej bohaterki. Nie jest może najlżejszy, ale dodający kolejny wymiar do naszych głów. Polecam, jednocześnie zapraszając na wegetariański, smażony ryż.

składniki

- 2 szklanki ugotowanego wczesniej ryżu - danie doskonale pochłania nadwyżki powstałe w wyniku przesypamnia się ziaren do garnka,
- 2 jajka,
- pół szklanki mrożonego groszku,
- dymka - mniej więcej dwie długie cebulki,
- 5 pieczarek,
- sos rybny,
- słodki sos chili,
- kilka kropli oleju arachidowego

Jajka mącimy z kilkoma kroplami sosu rybnego. Kroimy pieczarki i lekko prażymy na suchym woku. Kroimy dymkę ukośnie. Pieczarki odwracamy i nadal chwilę prażymy. Ściągamy i wlewamy olej na woka. Mocno rozgrzewamy, wlewamy jajka. Gdy od spodu się zetną (około minuty) Dorzucamy dymkę, groszek i ryż. Mieszamy energicznie, dodajemy pieczarki i sos chili. Gotowe. Szybciej się nie da!

Smacznego. Pa.

wtorek, 27 grudnia 2011

świąteczne ciasteczka czekoladowe Nigelli

Wracam po Świętach, po tradycyjnej już dla siebie przerwie, podczas której zapominam o pstrykaniu, pisaniu i publikowaniu. Mam nadzieję, że spędziliście ten magiczny czas z najważniejszymi dla siebie ludźmi, w piękny sposób. Siedzę z kubkiem gorącej rooibos, właśnie przeczytałam post na blogu Ani Muchy. W skrócie o tym, że książka Nigelli jest ni mniej ni więcej, tylko bublem. I teraz mówię ja 'HMMM...' Zgodzić się czy się nie zgodzić? Czy fakt, że składniki w przepisach nie są dostępne w żabce tuż za rogiem już dyskwalifikuje książkę? Pani Aniu... chyba nie. Tak na prawdę rzeźbienie w podanym przepisie jest dopiero frajdą. Lawirowanie między składnikami mniej dostępnymi i żonglowanie proporcjami sprawia, że książki kucharskie są dla nas tylko inspiracją. Pamiętacie ten teks z Amelii? Tylko głupiec patrzy na palec, gdy palec wskazuje niebo... Tak samo ja patrzę na dania w książkach. Jak na wskazówki. Nie rozwiązania. Oczywiście zgodzę się, że w przypadku Nigelli można ulec magii lampek migoczących w jej kuchni i całej tej atmosferze, zamiast skupić się na treści, jednak dzięki temu jej programy tak bardzo odprężają mnie w niedzielne poranki. Dlatego lubię smaczne a nie tylko lekkie i zdrowe potrawy. Dlatego nie wyglądam jak Anja Rubik, tylko jak lalka Zuzia. I to chyba dobre. Bywa też, że przepis zdaje mi się niekompletny i muszę dodać coś od siebie i to też jest dobre. Bo czuję się jak ktoś, kto stawia ostatnią kropkę nad przysłowiowym i.

Na pewno trafiacie na książki które poza tym, że są i wyglądają nie nadają się do wcielania w życie, bo przepisy w nich zawarte zawierają błędy. Wtedy zawsze mruczę sobie pod nosem, że niestety, na nieszczęście wydawcy nie udaję że lubię gotować i moje książki nie zdobią tylko półek w kuchni tylko po to by udowodnić, że umiem czytać. Ja z nich korzystam, i mimo, że nie trzymam się kurczowo przepisów, to nierzadko przepis na na przykład wołowinę w papryce bez papryki choćby chciał, nie umknie mojej uwadze.

Na przekór, ten przepis jest autorstwa Nigelli właśnie. Nic nie dodałam, pominęłam polewę do ciasteczek, za to udekorowałam je kolorowymi groszkami. Przyozdobiły nasz świąteczny stół i mimo, że nie były w stanie pobić wypieków mojej Mamy, upiekę je raz jeszcze. Są kruche, aromatyczne i czekoladowo maślane.

składniki (na około 24 ciasteczka)

- 250g miękkiego masła
- 150g miałkiego cukru
- 40g kakao
- 300g mąki
- 1/2 łyżeczki sody oczyszczonej
- 1 łyżeczka proszku do pieczenia

- 2 łyżki kakao
- 175g cukru pudru
- 60ml wrzątku z czajnika
- 1 łyżeczka ekstraktu waniliowego
- świąteczna posypka


Rozgrzej piekarnik do 170 C i wyłóż blachę papierem do pieczenia.
Utrzyj w misce masło z cukrem. Gdy już otrzymasz lekką, miękką, puszystą masę, dodaj kakao, potem mąkę z sodą oczyszczoną i proszkiem do pieczenia. Jeśli wolisz, zmiksuj wszystkie składniki naraz.

Ciasto będzie miękkie i lepkie. Ciasteczka najłatwiej robi się w jednorazowych rękawiczkach lateksowych. Urwij więc kawałek ciasta wielkości dużego orzecha włoskiego, ukręć z niego kulę i spłaszcz na gruby placek. Ułóż krążki na blasze do pieczenia w odstępach, zwykle mieści się 12 sztuk.



Piecz każdą partię 15 minut; nawet jeśli ciastka nie wyglądają na wypieczone, dojdą w czasie stygnięcia. Mogą być lekko popękane na wierzchu.

Postaw blachę z ciastkami na chłodnej powierzchni na 15 minut, a następnie przełóż je na metalową kratkę z płachtą gazety pod spodem (będzie na nią spadać nadmiar przybrania).

Aby wykonać przybranie, zmieszaj kakao, cukier puder, wrzątek i ekstrakt waniliowy w małym rondlu na małym ogniu i mieszaj trzepaczką, aż składniki się połączą w jednolitą masę. Zdejmij z ognia i odstaw na 10 minut.

Gdy ciastka ostygną, polej wierzch każdego łyżką czekoladowej glazury − żeby przykleić do niej posypkę. Po przygotowaniu sześciu ciastek ozdabiaj je kolorową posypką, póki polewa nie wyschnie.

wtorek, 22 listopada 2011

Robert Pattinson vs. placuszki z patisonona


Jestem świeżo po seansie 'Przed świtem,' na którym o dziwo, razem z Kasią zbytnio nie zawyżałyśmy średniej wiekowej. Ba, co więcej, widownia nie składała się tylko z zahipnotyzowanych przedstawicielek płci pięknej. Co prawda czy panowie byli zafascynowani czy znudzeni, nie mam pojęcia, wiem jedno - współlokatora na ten film nie namówiłabym za żadne skarby świata. Wiecie co? Podobało mi się. Może nie jest to film po obejrzeniu którego myśli się o nim jeszcze tygodniami, ale po dość ciężkim dniu, taki niewymagający głębszej analizy film wprawił mnie w błogi nastrój i pozwolił na totalny reset rozpędzonej myślami głowy. Myślę, że podobał mi się bardziej niż ostatnie odcinki Harrego Pottera, bo mimo, iż nawiązuje do dość mrocznej tematyki, nie był zbyt mroczny. Nie przytłoczył mnie cieniem, ani nie oblał nadmiarem lukru, a to tego ostatniego obawiałam się najbardziej. I mimo, że nie zasilę ani drużyny team Jakob, ani team Edward i uważam, że gra mimiką panny Stewart pozostawia wiele do życzenia (czyt. zwyczejnie mnie wkurza), to na kolejny odcinek - podobno już ostatni, też pójdę. Cieszę się też, że nie czytałam książki. Moje lektury o wampirach zatrzymały się na etapie 'Wywiadu z wampirem'. Być może sięgnę po zmierzchową sagę, jednak dzięki temu, że jeszcze nie miałam jej w dłoniach, cieszyłam się filmem, a biedna Kasia czuła niedosyt. Wyspa opisana niedostatecznie, prezenty ślubne w ogóle zostały pominięte. No niestety, tak bywa, gdy po lekturze wybieramy się na ekranizację powieści i liczymy, że oko kamery odda to, co widziało oko naszej wyobraźni.



Przepis i zdjęcia, które czekały aż do dziś w moim albumie, polecam zwłaszcza tym, którzy lubią placuszki z cukini, a z patisonem nie mieli jeszcze nic wspólnego.

składniki

- mały patison,
- filet z piersi kurczaka,
- 2 łyżki jogurtu naturalnego,
- 1 łyżka mąki ziemniaczanej (dzięki niej placuszki będą chrupkie),
- ulubione zioła,
- 1 jajko,
- sól i przepsz do smaku,

Patisona obieramy (dość niewygodne przez jego falbankę, ale wykonalne), solimy i odstawiamy na 10 minut. Osączamy sok, dodajemy pokrojonego w drobną kosteczkę kurczaka, jogurt, jajko i mąkę. Przyprawiamy do smaku, ziołami i ulubionymi przyprawiami. Smażymy na rozgrzanej patelni z kroplą oleju, na rumiany kolor. Podajemy z sosem czosnkowym, chili, pomidorowym, co komu w duszy gra.


Smacznego. Pa.

poniedziałek, 25 lipca 2011

Ajvar. Kalamata. Moje miłości.


Makaron z Ajvarem

Ajvar zaraz po ketchupie ma swoje stałe miejsce w mojej lodówce. Ketchup nieodwołalnie jest na pierwszym, właściwie odkąd pamiętam. Nie nosze co prawda małej saszetki w torebce jak bohaterka 'Rozmów nocą' (swoją drogą polecam ten film. Nasza produkcja, ale bez boskich apartamentowców i kabrioletów zastępujących rowery. Prawdziwy, udany. Dobry.) Ale wracając do tematu. Lubię Ajvar za to, że jest i już. I teraz pojawia się problem. Lubię i co dalej? Zazwyczaj wyjadam go ze słoika paluchami albo smaruję kanapkę z ulubionym żółtym serem. Ale można przecież inaczej! Co powiecie na sos mięsny do makaronu z Ajvarem? Pomysł podsunęła mi Shinju , dziękuję, jestem wdzięczna za zdjęcie klapek z oczu i ze słoiczka z tym paprykowym dobrem.

Danie jest wspaniałe, szybkie, sos nieco przypominający bolognese, jednak jego kwintesencją jest smak papryki. Jakby dobroci było mało, do całości dolałam troszkę wody z greckich oliwek Kalamata. Dacie rade? Nigdy przedtem nie dodawałam tego - możnaby powiedzieć produktu wtórnego. Ale warto! Z oliwek Kalamata tymbardziej. Są dla mnie jak złoto. Cenne jak żadne inne. Mam je nawet w ramce w kuchni. Szalona. Pppprrrrrrrr!!!!!!!



składniki

- 500g mięsa mielonego (u mnie indyk),
- słoiczek pasty Ajvar (wybrałam łagodną),
- około 5 suszonych pomidorów,
- oliwki Kalamata + woda, z innymi też pewnie się da :)
- cebula,
- 1 ząbek czosnku,
- ulubiony mały makaron
- oregano, bazylia,
- sól i pieprz do smaku

Cebulę szklimy na oliwie, dodajemy mięso opruszone solą i pieprzem. Gdy mięso się podsmaży dodajemy namoczone w wodzie pomidory (pokrojone, rzem z wodą) i pastę Ajvar. Gotujemy linka minut, gdy płyn wyparuje dodajemy wodę z oliwek i zioła. Mieszamy z ugotowanym w międzyczasie makaronem. Podajemy z Kalamatami. Albo innymi ulubionymi.

Smacznego. Pa.



piątek, 15 kwietnia 2011

zwykła sałatka

Wszędzie dookoła widzę już świąteczne potrawy, wypieki, jajka przyrządzane na miliony sposobów. U mnie nigdy nie było dań bezpośrednio nawiązujących do światecznych posiłków, właściwie z jednej prostej przyczyny. Nie gotuję świątecznych potraw prędzej niż dwa dni przed samym świętem. (Z całym szacunkim dla tych, które się 'wyrabiają' i świąteczne posty zamieszczają). Gdy czas odświętnego kucharzenia nadchodzi, myślę o tylu rzeczach na raz, o prezentach, życzeniach, pracy (niestety również). Myślę też o tym gdzie powninnam być i z kim ten magiczny czas dzielić. Jednym słowem wtedy absolutnie zapominam o blogowaniu, o aparacie fotograficznym, o tym by wtłoczyć rodzinne tradycyjne dania w blogosferę. Tak właśnie jest i chyba nie będę tego na siłę zmieniać. Jednak by troszkę Wielkiejnocy w śliwkowego bloga się wkradło, postanowiłam przygotować wszystkim znaną sałatkę, którą dziś rano OMC zabrał do pracy, z miną nr 64, mówiącą - wspaniale, nie tylko kanapki. Sałatka, może i zwykła, gdyby nie jeden maleńki trik, który sprawia, że stary przepis nabiera nowego blasku. Prezentując zwykłą sałatkę, polecam niezwykle piękny film, jeden z moich ulubionych.

Adrien, pozdrawiam Cię, dziś nie miałam czasu, zadzwoń jutro :D



składniki

- słoiczek selera w zalewie,
- małą puszka plastrów ananasa,
- puszka kukurydzy (kupuję dużą, bo w międzyczasie zjadam połowę)
- 4 plastry ulubionej szynki,
- 2 jajka,
- łyżka majonezu

Na sitko wykładam seler i kukurydzę, by ociekły. Następnie kroję ananasa (około 4-5 plastrów) i szynkę. Ugotowane na twardo jajka rozdzielam. Kroję białka, a żółtka (uwaga, oto ten trik), ucieram z majonezem. Otrzymany sos mieszam z sałatką. Uważam, że sól i pieprz są tutaj zbędne.

Pozdrawiam. Pa.


poniedziałek, 28 czerwca 2010

bo na początku było słowo...


...a może mysl tylko? Ta z kolei zrodziła się dzięki filmowi, który okazał się inspiracją. Polecam. Tak więc początkowo, pozornie nie na temat ;)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...