Ta sałatka brokułowa jest najsmaczniejsza w pracy, jedzona z lanczowego pudełka, popijana oczywiście rooibos. To według mnie. Jedyne na co trzeba zwrócić uwagę, to na to, by nie przeoczyć momentu w którym brokuły są już miękkie, jednak nadal żywo zielone i jędrne. Jeśli mam zamiar zabrać ją do pracy, pomijam jednak w przepisie czosnek, dla dobra swojego i pacjentów, choć czasem zastanawiam się czy oni mają podobne dylematy. Niektórzy wybierają się do mnie chyba natarci czosnkiem od stóp do głów, no ale nie wiadomo czym na starość nacierać się będę ja... Może jak oni będę dziwną zwichrowaną babcią, ufiksowaną na baaaardzo naukową gazetę Fakt, bojącą się o wnuczki, które w tak młodym wieku sięgają po Tablety, albo zbierają grzyby zaraz po KUKUshimie... Oj mówię Wam, czasem możnaby książki pisać o wesołych przypadkach i oby z takimi tylko trzeba było pracować.
Życzę Wam i sobie dużo uśmiechu teraz i na starość, obyśmy mieli się z czego śmiać i do kogo uśmiechać!
składniki
- główka brokułowa,
- puszka kukurydzy,
- 1 czerwona cebula,
- ząbek czosnku,
- makaron (do sałatek uwielbiam kolanka)
- majonez i jogurt 1:1,
- szczypta kurkumy,
- sól, pieprz
Makaron gotujemy w osolonym wrzątku ze szczyptą kurkumy. Brokuły dzielimy na różyczki, gotujemy by tylko zmiękł. Makaron mieszamy z kukurydzą, drobno pokrojoną cebulą i majonezem-jogurtem. Przyprawiamy, dopiero na końcu delikatnie mieszamy z brokułami.
