wtorek, 27 grudnia 2011

świąteczne ciasteczka czekoladowe Nigelli

Wracam po Świętach, po tradycyjnej już dla siebie przerwie, podczas której zapominam o pstrykaniu, pisaniu i publikowaniu. Mam nadzieję, że spędziliście ten magiczny czas z najważniejszymi dla siebie ludźmi, w piękny sposób. Siedzę z kubkiem gorącej rooibos, właśnie przeczytałam post na blogu Ani Muchy. W skrócie o tym, że książka Nigelli jest ni mniej ni więcej, tylko bublem. I teraz mówię ja 'HMMM...' Zgodzić się czy się nie zgodzić? Czy fakt, że składniki w przepisach nie są dostępne w żabce tuż za rogiem już dyskwalifikuje książkę? Pani Aniu... chyba nie. Tak na prawdę rzeźbienie w podanym przepisie jest dopiero frajdą. Lawirowanie między składnikami mniej dostępnymi i żonglowanie proporcjami sprawia, że książki kucharskie są dla nas tylko inspiracją. Pamiętacie ten teks z Amelii? Tylko głupiec patrzy na palec, gdy palec wskazuje niebo... Tak samo ja patrzę na dania w książkach. Jak na wskazówki. Nie rozwiązania. Oczywiście zgodzę się, że w przypadku Nigelli można ulec magii lampek migoczących w jej kuchni i całej tej atmosferze, zamiast skupić się na treści, jednak dzięki temu jej programy tak bardzo odprężają mnie w niedzielne poranki. Dlatego lubię smaczne a nie tylko lekkie i zdrowe potrawy. Dlatego nie wyglądam jak Anja Rubik, tylko jak lalka Zuzia. I to chyba dobre. Bywa też, że przepis zdaje mi się niekompletny i muszę dodać coś od siebie i to też jest dobre. Bo czuję się jak ktoś, kto stawia ostatnią kropkę nad przysłowiowym i.

Na pewno trafiacie na książki które poza tym, że są i wyglądają nie nadają się do wcielania w życie, bo przepisy w nich zawarte zawierają błędy. Wtedy zawsze mruczę sobie pod nosem, że niestety, na nieszczęście wydawcy nie udaję że lubię gotować i moje książki nie zdobią tylko półek w kuchni tylko po to by udowodnić, że umiem czytać. Ja z nich korzystam, i mimo, że nie trzymam się kurczowo przepisów, to nierzadko przepis na na przykład wołowinę w papryce bez papryki choćby chciał, nie umknie mojej uwadze.

Na przekór, ten przepis jest autorstwa Nigelli właśnie. Nic nie dodałam, pominęłam polewę do ciasteczek, za to udekorowałam je kolorowymi groszkami. Przyozdobiły nasz świąteczny stół i mimo, że nie były w stanie pobić wypieków mojej Mamy, upiekę je raz jeszcze. Są kruche, aromatyczne i czekoladowo maślane.

składniki (na około 24 ciasteczka)

- 250g miękkiego masła
- 150g miałkiego cukru
- 40g kakao
- 300g mąki
- 1/2 łyżeczki sody oczyszczonej
- 1 łyżeczka proszku do pieczenia

- 2 łyżki kakao
- 175g cukru pudru
- 60ml wrzątku z czajnika
- 1 łyżeczka ekstraktu waniliowego
- świąteczna posypka


Rozgrzej piekarnik do 170 C i wyłóż blachę papierem do pieczenia.
Utrzyj w misce masło z cukrem. Gdy już otrzymasz lekką, miękką, puszystą masę, dodaj kakao, potem mąkę z sodą oczyszczoną i proszkiem do pieczenia. Jeśli wolisz, zmiksuj wszystkie składniki naraz.

Ciasto będzie miękkie i lepkie. Ciasteczka najłatwiej robi się w jednorazowych rękawiczkach lateksowych. Urwij więc kawałek ciasta wielkości dużego orzecha włoskiego, ukręć z niego kulę i spłaszcz na gruby placek. Ułóż krążki na blasze do pieczenia w odstępach, zwykle mieści się 12 sztuk.



Piecz każdą partię 15 minut; nawet jeśli ciastka nie wyglądają na wypieczone, dojdą w czasie stygnięcia. Mogą być lekko popękane na wierzchu.

Postaw blachę z ciastkami na chłodnej powierzchni na 15 minut, a następnie przełóż je na metalową kratkę z płachtą gazety pod spodem (będzie na nią spadać nadmiar przybrania).

Aby wykonać przybranie, zmieszaj kakao, cukier puder, wrzątek i ekstrakt waniliowy w małym rondlu na małym ogniu i mieszaj trzepaczką, aż składniki się połączą w jednolitą masę. Zdejmij z ognia i odstaw na 10 minut.

Gdy ciastka ostygną, polej wierzch każdego łyżką czekoladowej glazury − żeby przykleić do niej posypkę. Po przygotowaniu sześciu ciastek ozdabiaj je kolorową posypką, póki polewa nie wyschnie.

15 komentarzy:

Dusia pisze...

urocze:) uwielbiam takie kolorowe :)

kulinarne-smaki pisze...

Fajnie kolorowe te święta u Ciebie

Szana pisze...

cudnie napisałaś o interpretacji przepisów, nie mogłaś lepiej :)
Ja czasami lubię nie stawiać tej przysłowiowej kropki nad i, bo zdarzyło mi się przedobrzyć.. Jednak mam chwile, kiedy moje mroczne, gastronomiczne alter ego szepcze mi do ucha dołożyć jakiś składnik... i wtedy najbardziej nie mogę doczekać się efektu, bo przecież robiąc kropka w kropkę, raczej wiem czego się spodziewać ( ze zdjęcia rzecz jasna ), no chyba, że jest to książka z 45' i muszę użyć mojej wyobraźni..

Przepisy Nigelli uwielbiam, szkoda, ze czytajac ten post jestem taka GŁODNA :(, ale zaraz się kładę, więc chyba wytrzymam :*

Kasia pisze...

wyglądają ślicznie :) tylko ja mam zawsze problem z pieczeniem ciastek, bo nie potrafię utrafić w czas ich wyjęcia... dobrze, że zaznaczyłaś "nawet jeśli nie wyglądają na wypieczone", bo generalnie przesuszam ciastka, palę i są oczywiście do kosza :/
co do książek i przepisów... to hmm... dostałam na Gwiazdkę nową książkę Nigelli, bo chciałam. Dostałam też książkę Ramsaya... dla mnie ta druga jest kosmiczna :) langusty, przegrzebki, homary etc. akurat z takimi składnikami mogę mieć problem, ale nie z chorizo i makaronem, który proponuje Nigella a które bardzo lubię ;) wiem, że ma sporo przeciwników, ale też sporo sprzymierzeńców. Zresztą jak każdy z kucharzy, czy ktokolwiek innego zawodu. Naszego zdania nie da się zmienić. I dobrze. W przeciwnym razie byłoby tak bardzo nudno ;)
aaa i jeszcze podoba mi się stawianie kropki nad 'i' ;) ja praktycznie zawsze zmieniam przepisy ;) bo lubię :)
Pozdrawiam cieplutko!

Magda pisze...

Ciacha wyglądają tak apetycznie, że mam ochotę schrupać ich zdjęcie!!

To AM pisze bloga?? Hahaha!
Co do zakupów w Ż.. znajdziesz tam mrożonkę albo spleśniałą cebulę.. obiadu z tego raczej nie będzie ;)

Aurora pisze...

Że niby zgodzić się z Anią Muchą?! OJ, co to to nie! Oczywiście naukę z "Amelii" wyciągnęłam i zgadzam się całkowicie z tym, co piszesz! :D Groszki lepsze, niż polewa, podobnie jak trochę tłuszczyku na brzuchu lepsze, niż wyglądać jak kościotrup (z całym szacunkiem do Anji R.!)

Monisia pisze...

Ciekawy wpis! z przyjemnością się w niego wgłębiłam i powiem,że dobra książka kucharska to niejednokrotnie synonim pachnących,pożółkłych na przestrzeni czasu kartek z przepisami pełnymi wspomnień i niedzisiejszych miar;)pozostaje mi zgłosić się do babci;)
Pozdrawiam Cię!
M.

klliisiaa pisze...

muuszą być boskie :)

shy pisze...

..aż wyrywają się na zabawę sylwestrową.. ;)

Amber pisze...

No tak,Ania Mucha zrecenzowała...
Pozwolę się nieco niezgodzić.
A ciasteczka piękne i takie optymistyczne.

*sweet dreadi* pisze...

Wow, to niesamowite, właśnie dodałam przepis na prawie identyczne ciastka! Moje tylko łączą mąkę pszenną z tortową no i zamiast cukru pudru dodałam brązowy i nie formowałam z nich kulek, a wycięłam foremką, ale muszę przyznać - kuchnia pachnie po ich pieczeniu wprost bajecznie! :)

Avelina pisze...

Wyglądają rewelacyjnie, takie kolorowe

aga pisze...

fajnie kolorowe ciasteczka i bardzo zachecajace do schrupania:)

Maggie pisze...

Skoro panna Mucha jest taka madra, to niech sama napisze ksiazke kucharska, o! Problemy ze skladnikami? Nie jest przeciez tak zle, Polska to nie trzeci swiat. Pewnie, nie wszystko mozna znalezc w sklepiku na rogu (chyba ze w UK; tu z kolei w takim sklepiku mozna nie znalezc np. niesolonego masla), ale dla chcacego nic trudnego!
A ciacha wygladaja na takie, ktore sa dobre na wszystkie smutki i troski.

Anonimowy pisze...

Mój synek wybrał te ciasteczka na dzień dzisiejszy. Pyszne, juz ich nie ma :D

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...