czwartek, 18 kwietnia 2013

rozmarynowe risotto z portobello i 'kobieta która wyszła za chmurę' jonathana carrolla

Zanim napiszę o daniu, muszę zacząć od historii. Pierwszą książkę Carrolla zwędził dla mnie z licealnej biblioteki kolega z klasy (wiem, brzmi strasznie, dzięki Bogu, że w ostateczności trafiła ona na półkę). Od tej pierwszej lektury wiedziałam, że ten amerykański pisarz będzie moim ukochanym. I jest. Został do dziś, jego literaturę czytam pomaleńku, jakbym smakowała nowo poznany rodzaj owocu, tak by poczuć każdą nutę zaklętą w jego soku. 'Kobieta która wyszła za chmurę' to zbiór dwunastu opowiadań, takich must-read każdego wielbiciela Carrolla. Zwłaszcza tych, którzy lubią niewielkie formy. Ja niestety nie do końca. Z wszystkich dwunastu zapamiętałam raptem pięć, przyznaję się bez bicia. Z małymi formami mam jak z felietonami. Nawet jeśli zrobią na mnie spore wrażenie, to pozostają w mej pamięci na krótko. Szkoda. Po krótce opowiem, że wszystkie opowiedziane historie mają w sobie element tak wspaniałej w wydaniu Carrolla magii. Przenikanie się fikcji z rzeczywistością sprawi, że zaprawionego w jego styl czytelnika nie zdziwi bohater rozmawiający z duchami, czy krążący między życiem a śmiercią  Na każdej stronie poznamy ludzi, którzy borykają się ze swoimi słabościami lub wadami, uciekają od ponurej rzeczywistości lub starają się do niej powrócić, gdyż wcześniej jej nie doceniali. Spotkamy alchemiczkę która dziwnym trafem zapomniała o swoim darze, chłopaka który analizuje swój utracony związek bawiąc się marionetkami, Noego który tworzy arkę przyszłości, a także siostry, które rozmawiają o relacjach partnerskich z kosmitami. Jeśli tak jak ja,  jesteście fanami nietypowej fantastyki, w której niekoniecznie planety bądź trolle wychodzą na pierwszy plan, pokochacie tą książkę równie mocno jak ja, choć może się zdarzyć, że mimo niepodważalnego talentu Carrolla kilka historii umknie Wam z głowy. A tymczasem wracając do kuchni zastanawiam się nad historią męża, który bez okazji podarował żonie pieczarki portabello i bukiet rozmarynu. Piękny materiał na opowiadanie w  Carrollowskim stylu.Później pewnie wkradłby się cień do tego sielskiego obrazka, bo risotto jedzone po odgrzaniu nie smakuje już tak samo. Jeśli macie ochotę, jedzcie wszystko, nie zostawiajcie nic na następny dzień, bo może jutro się zgubiło?

składniki

- szklanka ryżu arborio,
- 400g pieczarek brunatnych,
- litr bulionu,
- 1 średnia cebula,
- ząbek czosnku,
- kilka gałązek rozmarynu,
- sól i świeżo zmielony pieprz,
- olej rzepakowy.

Olej rozgrzewamy w głębokiej patelni. Dodajemy posiekaną cebulę i szklimy. Następnie dodajemy ryż, czekamy aż wchłonie tłuszcz. Dodajemy czosnek przeciśnięty przez praskę i dolewamy bulionu do którego przed podgrzaniem dodajemy rozmaryn. Mieszamy, do wchłonięcia, dodając płyn za każdym razem gdy ryż go wchłonie. Gdy ryż będzie jeszcze twardawy, mniej więcej po 3 uzupełnieniu bulionu, dodajemy pocięte w grubsze plastry grzyby i delikatnie mieszamy. Dodajemy resztę bulionu oraz posiekany rozmaryn. Przyprawiamy pieprzem i ewentualnie solą, podajemy od razu po przygotowaniu.


Smacznego. Pa.

10 komentarzy:

Ola pisze...

nie sięgałam jeszcze po tego autora
Blog o życiu & podróżach
Blog o gotowaniu

toPestka! pisze...

Uwielbiam risotto!
i Krainę Chichów i ... bulteriery

Malwinka pisze...

Nie martw się! Mi także zazwyczaj część wylatuje z głowy, kiedy czytam opowiadania ;) Risotto wygląda rewelacyjnie! I tekst świetny! Uśmiałam się na końcu :)) Pozdrawiam! ;)

Nemi pisze...

Uwielbiam książki Carolla:) Zbiory opowiadań średnio mi pasują, bez względu na autora.

mopswkuchni pisze...

Myślę o zrobieniu takiego prostego, aczkolwiek bogatego w smak risotto. Zapraszam do dodania przepisu do mojej akcji Pieczarkowy Tydzień 2013.

Maggie pisze...

Odgrzewanie risotto to zbrodnia - lepiej zrobic arancini :)

Aurora pisze...

Jako wielbicielka Carolla nie mogę nie przeczytać! :)

goh. pisze...

bardzo smaczny literacki wstęp do tego risotto! ja lubię opowiadania, ale mam tę samą przypadłość co ty, wiele z nich ulatuje bezpowrotnie z mojej pamięci:)

shinju pisze...

Czego jak czego, ale odrobiny magii nie można odmówić ani Carrollowi, ani Twojemu risotto.

siankoo pisze...

risotto uwielbiam pod każdą postacią, a takie magiczne zwłaszcza :) Co do książek to Carolla lubię, ale u mnie na pierwszy plan wysuwają się trolle i inne Wiedźminy :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...